Silnik ma mieć konie, nie koty. Uważajmy na zwierzęta grzejące się przy silnikach!

220 koni mechanicznych i jeden kot. Martwy. Tak zimą można opisać wiele silników, ponieważ dzikie zwierzęta szukają przy nich schronienia przed zimnem.

Pomagamy 14:50 28-10-20194 2

„Kierowco, pod maską twojego auta jest kot. O 14.30 jeszcze miauczał” – kartkę o takiej treści umieścił ktoś 12 października za wycieraczką skody zaparkowanej przy ul. Warszawskiej. Historia miała szczęśliwe zakończenie – mruczka udało się uratować. Zimniejsze miesiące oznaczają jednak, że takie sytuacje będą się powtarzać. Jeśli nie zachowamy ostrożności, ileś kotów zakończy w ten sposób życie.

To zdjęcie krążyło po mediach społecznościowych 12 października

Ponieważ komora silnika jest nie tylko znakomitą osłoną przed czynnikami atmosferycznymi, ale też pozostaje nagrzana nawet przez kilka godzin po wyłączeniu napędu, koty, szczury czy kuny chętnie szukają w niej schronienia. Stanowi to zagrożenie nie tylko dla zwierząt – gryzonie niszczą przewody oraz maty wygłuszeniowe. Kierowca może zabezpieczyć się, kupując aerozol odstraszający zwierzęta, który jednak nie zaszkodzi ani dzikiej faunie, ani silnikowi.

Nie trzeba jednak wydawać pieniędzy – wystarczy zajrzeć pod maskę przed uruchomieniem silnika. Jeśli okaże się, że mamy pasażera na gapę, zapukajmy mocno w maskę. To powinno spłoszyć zwierzę. Jeśli jednak zaklinuje się ono w maszynerii, można wezwać na pomoc strażaków.

Kolejna interwencja miała miejsce we Wrześni 19 października. Na pomoc ruszyły kocie aktywistki.

– Znajomy mojej koleżanki poinformował nas, że pod blokiem miauczy kot. Od sąsiadki dowiedziałyśmy się, czyje to auto i skontaktowałyśmy się z właścicielem. Był wyraźnie zestresowany tą sytuacją, ale pomógł nam, podniósł auto, dzięki czemu Amandzie udało się go wyjąć spod silnika. Miałyśmy z tym spory problem, próbowałyśmy wabić go miseczką z karmą, ale za bardzo się bał – opowiada Magdalena Michalak.
Trudno wydobyć zwierzę z takiego labiryntu
– Kiedy dostałam wiadomość, że ten mały kotek kręci się przy autach, nie mogłam przejść obok tego obojętnie – dodaje Amanda Wojtaszak. Chociaż byłam po nocnej zmianie w pracy, przez półtorej godziny próbowałam go wywabić. Nie udało się, więc wróciłam razem z Magdaleną. Zajęło nam to około godziny, teraz maluch jest już w domu tymczasowym. Otrzymał imię Salvador. Robimy zbiórkę na jego rzecz.
Amanda Wojtaszak uratowała zwierzaka

Amanda sama też prowadzi dom tymczasowy, ale obecnie mieszka u niej inny zwierzak.

– Zaczęło się od koteczki znalezionej w tym roku przy ul. Kilińskiego. Moje serce nie pozwoliło mi jej zostawić bez domu tymczasowego. Fabryka Mruczenia chciała się nią zająć, ale szukali osoby, u której mogłaby zamieszkać. Teraz mieszka u mnie druga kotka, też z Fabryki Mruczenia. Ma problemy z okiem, jej leczenie jest drogie, jeździmy z nią do okulisty w Poznaniu – opowiada.
– Ja nie jestem dobrym materiałem na dom tymczasowy. Próbowałam, ale skończyło się tym, że po dwóch tygodniach uznałam, że kot zostaje u mnie – śmieje się Magdalena.

Niedoszły „tymczas” to już jej czwarty kot. Pomaganiem zwierzakom zainteresowała się rok temu, kiedy uratowała umierającego kociaka znalezionego w stajni. Później adoptowała niedowidzącego podopiecznego Fabryki Mruczenia, przygarnęła też schorowaną kicię z działek.

Życie Salvadora zostało uratowane, ale potrzebny jest jeszcze dom

Obecnie dziewczyny szukają dla Salvadora domu stałego. Ponadto, ponieważ zwierzak nie jest pod opieką żadnej fundacji, potrzebne są środki na jego utrzymanie. Na razie koszty karmy, żwirku i ewentualnego leczenia Amanda i Magdalena wzięły na siebie, ale jeśli ktoś chce je wspomóc, może to zrobić dzięki zrzutce dostępnej tutaj.

Kto pokocha tego słodziaka?

Thumb anna tess go%c5%82embiowska fot idzikowski 1

Anna Tess Gołębiowska

14:50 28-10-2019