Pojedynek szpiegów w Tonsilu. Japoński wywiad Naichio kontra polska SB

W latach 70. wywiad japoński Naichio chciał poznać tajemnice Tonsilu. Kontrwywiad SB próbował temu zapobiec.

historia 12:56 31-01-20200 0

W 1974 r. centrala kontrwywiadu Służby Bezpieczeństwa w Warszawie (Departament II MSW, wydział V zajmujący się zwalczaniem szpiegostwa) nie miała wątpliwości, że wywiad japoński rozpoznaje polską gospodarkę totalnie. Polska była wówczas 10. potęgą gospodarczą świata, przynajmniej w gierkowskiej propagandzie. Dlatego 3. potęga świata – Japonia – chciała wiedzieć dokładnie, co dzieje się w środkowoeuropejskim mocarstwie.

Generalnie taki wydźwięk mają materiały MSW dotyczące działań kontrwywiadowczych, zmierzające do ograniczenia penetracji japońskiego wywiadu gospodarczego. W latach 1970-1975 Japończycy współpracowali z 6 zakładami w Wielkopolsce. Wśród nich był Tonsil, który w 1973 r. zakupił licencję od Pioneera, światowego producenta głośników.

Główna siedziba Pionieera w 1975 r.

Pstryk, pstryk, pstryk

Centrala kontrwywiadu wysłała w teren informację o nasilających się niepożądanych zachowaniach gości z Kraju Wschodzącego Słońca. Podawała liczne przykłady. Większość dotyczyła fotografowania obiektów przemysłowych.

Narodowa pasja Japończyków była odbierana przez SB jako przejaw szpiegostwa. Dlatego kontrwywiad przymykał jeszcze oko, gdy fotografowano podnośnik w suchym doku kolejowym w Białej Podlaskiej, jednak był bezlitosny w przypadku jednostki wojskowej w Kielcach. Japońscy fotoamatorzy natychmiast zostali deportowani z PRL-u.

Pierwsza wizyta Japończyków w 1972 r.

Wizytatorzy z Dalekiego Wschodu korumpowali też dyrektorów i inżynierów, co nie uchodziło uwadze kontrwywiadu. SB odnotowała także przypadki werbunku polskich pracowników podczas przeszkolenia w Japonii. Zameldował o tym jeden z inżynierów Płockiej Petrochemii.

W województwie poznańskim penetracją japońską zagrożone były szczególnie dwa zakłady: Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego w Kaliszu i ZWG Tonsil we Wrześni. Dlatego w obu przedsiębiorstwach bezpieka założyła tzw. sprawy obiektowe „na Japończyków”.

Wywiad japoński ściągał informacje z terenu Wielkopolski w dwojaki sposób. W czasie Międzynarodowych Targów Poznańskich działało Biuro Organizacji Wystawy Yetro, które faktycznie było przykrywką wywiadu gospodarczego. Taką samą funkcję spełniało przedstawicielstwo handlowe Marubeni w Warszawie. To z nim Japończycy utrzymywali stały kontakt w czasie pobytu w Tonsilu. Jeśli informacje wywiadowcze były przekazywane, to właśnie tymi dwiema drogami.

Kryptonim Osaka-W

To operacja mająca na celu inwigilację japońskiej delegacji w Tonsilu. W ciągu 3 lat przez zakład przewinęło się 53 Japończyków, wszyscy zostali otoczeni „opieką” kontrwywiadu. Zagraniczni specjaliści otrzymali do swojej dyspozycji trzy pomieszczenia biurowe. Przy montażu zostali otoczeni agenturą: tajnym współpracownikiem i kontaktem operacyjnym.

Przyjęcie w hotelu Ichiraku So., w stylu japońskim. Wśród uczestników dyrektor Jan Malik, Leszek Gruszka, Roman Tutak

Agentów uruchomiono również w miejscu zamieszkania, w hotelu robotniczym przy ul. Daszyńskiego i hotelu Polonia w Zasutowie. W obu obiektach hotelowych zainstalowano podsłuchy. I tak, na przykład: tajni współpracownicy „Jacek”, „Urszula” i kontakty operacyjne „111”, „S” i „H” mieli ustalić kontakty służbowe i prywatne Japończyków z pracownikami Tonsilu.

To samo mieli czynić TW „Art” w hotelu Polonia i KO „SR” w hotelu robotniczym. Dodatkowo KO „111” jeździł w delegacje do Japonii, zapewniał „wyprzedzające” informacje o zmianach kadrowych i daty następnych przyjazdów gości z Dalekiego Wschodu. Sieć miała spory problem z infiltracją, spowodowany barierą językową. Większość Japończyków słabo znała angielski, między sobą porozumiewali się tylko po japońsku.

Dwóch szpiegów

Kontrwywiad SB wytypował dwóch Japończyków, którzy mogli mieć kontakt z japońskim wywiadem gospodarczym. Inżynier Honda Schoischi stał się podejrzanym, gdy bacznie zaczął się przyglądać plastikom i złomowi, który produkował zakład, i nikogo o nic nie pytał. Z kolei Suzuki (nie podano jego nazwiska) był członkiem towarzystwa charytatywnego w Japonii i dopytywał o szczegóły funkcjonowania opieki społecznej. Domagał się spotkania ze zwykłą polską rodziną.

Kwietniki na centralnym placu zakładu

Bezpieka nie dopuściła do korupcji. Po podpisaniu kontraktu Japończycy spostrzegli, że niektóre zapisy umowy są dla nich niekorzystne. Chcieli zmienić kilka punktów w kontrakcie, ale nie zgodziła się na to dyrekcja Tonsilu. Dlatego specjaliści z Kraju Kwitnącej Wiśni chcieli załatwić sprawę przez kontakty prywatne, indagując głównie kadrę inżynierską. Kontrwywiad ostrzegł przed tym dyrektora Jana Malika, który zabronił swoim podwładnym kontaktów prywatnych z Japończykami.

Paranoja służb

Wyżej opisane wydarzenia i działalność SB mogą wydawać się nieco groteskowe, niekiedy śmieszne. Bo co Tonsil mógł ukryć przed Japończykami? – Tego typu działania nie były dyktowane paranoją, bo instytucja nie cierpi na paranoję, ale totalitarnym charakterem PRL-u – uważa dr hab. Krzysztof Brzechczyn z poznańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

– Bezpieka generalnie nie interesowała się wszystkim, lecz tym tylko, co mogło zdestabilizować władzę partii komunistycznej – dodaje. Jak zauważa naukowiec, obcy wywiad interesował się też np. pijaństwem w przemyśle, dlatego SB musiała chronić również takie informacje.

Filip Biernat

Tekst archiwalny, ukazał się w "WW" w styczniu 2014 roku.

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

12:56 31-01-2020