Planszówkowa Września, czyli sobotnie pojedynki w świecie wyobraźni

Co dwa tygodnie w nocy z soboty na niedzielę w pracowni Freelabu przy ul. Mickiewicza długo nie gaśnie światło. Mało kto wie, że na parterze kamienicy toczą się walki zombiaków i rywalizacja o surowce. O czyimś „być albo nie być” może zadecydować umiejętność logicznego myślenia albo rzut kostką.

społeczeństwo 18:18 03-11-20190 5

Sobotnie późne popołudnie przy Mickiewicza. Około 18.00 przychodzą pierwsi gracze, obładowani torbami pełnymi pudełek. Jest Przemek z dwoma nastoletnimi synami – Wojtkiem i Mikołajem. Jest Krystian, który kiedyś prowadził zajęcia dla miłośników planszówek w harcerstwie. Marek, który dziś objaśnia mechanikę gry. I Piotr – mój dzisiejszy przewodnik. To tylko część ich klubu, który ma już status stowarzyszenia. Zazwyczaj na spotkaniach pojawia się od 4 do 10 osób. Z Wrześni, Środy Wielkopolskiej, czasem przyjedzie ktoś z Poznania. Łączy ich pasja. O grach planszowych mogą opowiadać godzinami. Grać w nie – jeszcze dłużej.

– Spotykamy się już drugi rok. Znaleźliśmy się na Facebooku. Pierwsze spotkanie w niewielkim gronie odbyło się w jednym z wrzesińskich lokali. Później pojawił się Piotr Duszyński z Freelabu, który zaproponował nam miejsce. I tak zaczęliśmy grać w tej pracowni regularnie, co drugą sobotę – opowiada Piotr Orwat, informatyk, jeden z członków grupy.

Piotr Orwat

Rozpoczynają od rozstawienia plansz, rozłożenia kart, figurek, kostek i wszystkich akcesoriów potrzebnych do gry. To trochę jak budowanie światów, do których za chwilę się przeniosą.

– Gry planszowe można podzielić na różne kategorie. Najważniejsze są w zasadzie trzy. Pierwszy typ to tzw. ameritrashe, nastawione na klimat. W tym typie gry występują liczne karty, figurki. Jest fabuła, np. buduje się drużynę i walczy z zombiakami. W ameritrashach gra jest oparta na losowości. Często rzuca się kostką i to decyduje o przebiegu gry. My chętniej wybieramy eurogry. Tu ważniejsza niż klimat jest mechanika gry. W eurograch wszystko, co się robi, jest policzalne. Zdobywa się punkty, rywalizując o pola na planszy. Wydobywa się surowce, buduje miasta. Tutaj liczy się strategia. I w końcu trzeci typ gier: familijne, czyli takie, w które może grać cała rodzina – wyjaśnia Piotr.

Niektóre planszówki zachwycają grafiką i dbałością o szczegóły. Piotr pokazuje „Valhallę” autorstwa Łukasza Woźniaka z Poznania. To prosta karcianka z kostkami, ale do jej stworzenia autor zaangażował plastyków. W efekcie już samo oglądanie kart to przyjemność.

Okładka Valhalli

Najciekawszy jest jednak sposób, w jaki Wielkopolanin zdobył środki na wydanie swojej gry. Na założonej przez siebie platformie zaprezentował projekt, na który gracze wpłacali pieniądze. Tak udało się zebrać ponad 500 tys. zł. Woźniak zdecydował się później wystawić grę na ogólnoświatowej platformie Kickstarter, gdzie na wydanie zebrał aż 170 tys. funtów. Teraz „Valhalla” jest sprzedawana na cały świat.

– Do rekordzistów, którzy zastosowali ten schemat marketingowy do zarabiania na wydanie gry planszowej, należy polska firma Awaken Realm, która na pierwszą grę uzbierała 3 mln dolarów, a na kolejną już 5 mln! – mówi Piotr Orwat, przygotowując się do rozgrywki.

Planszówki to temat na dłuższą opowieść z wieloma wątkami. Członkowie wrzesińskiego klubu mogliby opowiadać tak, jak grają – całą noc. Bo często zdarza się, że nad planszą zastanie ich świt.

Za co najbardziej cenią planszówki? – Czasem mam wrażenie, że to co najważniejsze dzieje się poza grą. Najlepsze jest to, że można się spotkać, pogadać, pośmiać i przy okazji przełożyć kilka kart – podsumowuje Wojtek, fan „Race for the Galaxy”. Pozostali kiwają głowami, po czym zanurzają się z powrotem w swoim świecie. Jedyną granicę stanowi w nim wyobraźnia.

Kontakt ze stowarzyszeniem Planszówkowa Września można nawiązać TUTAJ.

Thumb go dziewicz2

Joanna Goździewicz

18:18 03-11-2019