Nie chcę umrzeć w łóżku – mówi Janusz Mielnik, 85-letni mieszkaniec Wrześni

Pan Janusz ma 85 lat i od 3 miesięcy praktycznie nie rusza się z łóżka. Wszystko przez potworny ból. Pragnie trafić do szpitala, by odzyskać sprawność – ale tam go nie chcą. A do lekarza specjalisty nie pójdzie, bo nie ma sił.

reportaż 9 dni temu 0

Bolesna historia Janusza Mielnika zaczęła się trzy miesiące temu. Po przebudzeniu spostrzegł, że nie jest w stanie wykonać żadnych ruchów. Odczuwał za to mocne bóle kręgosłupa. Za powstałą sytuację 85-latek wini jednego z wrzesińskich rehabilitantów.

– Dzień wcześniej byłem u niego na zabiegach rehabilitacyjnych. Miałem poczuć się po nich lepiej, tymczasem zostałem załatwiony – uważa pan Janusz.

Mężczyzna wezwał lekarza rodzinnego na wizytę domową. Medyk przepisał mu tabletki i zastrzyki. Niestety, ból pleców nie ustąpił. Mężczyzna jest teraz „uwięziony” w niewielkim pokoju, wychodzi z niego tylko do łazienki. Jak mówi – na więcej nie ma już siły. Ból towarzyszy mu bez przerwy, na każdym kroku.

– Od lekarza rodzinnego, który przyjeżdżał na wizyty, słyszałem tylko, że nic więcej nie można zrobić. Byłem faszerowany tabletkami i zastrzykami, ale przyniosły one odwrotny skutek – twierdzi pan Janusz. W trakcie jednej z wizyt wymógł na lekarzu przysłanie karetki pogotowia. – Kiedy sam po nią zadzwoniłem, usłyszałem, że karetka nie przyjedzie, bo szpital mnie i tak nie przyjmie. Lekarz rodzinny też nie chciał jej wezwać. Zrobił to, gdy zagroziłem, że w takim razie skontaktuję się z „Wiadomościami Wrzesińskimi”. I niemożliwe stało się możliwe – dodaje.

LEKARZ SKAZAŁ MNIE NA ŚMIERĆ

30 sierpnia przewieziono go na oddział ratunkowy szpitala. Był zadowolony z takiego obrotu sprawy, wierzył, że jego gehenna niebawem się skończy. Ale ta radość okazała się przedwczesna.

– Lekarz był bardzo niegrzeczny. Na wejściu od razu powiedział, że odeśle mnie do domu. Nawet nie chciał mnie wysłuchać. Sanitariusze posadzili mnie na krześle. Nie wiem, jak wytrzymałem to czekanie. Po dwóch, trzech godzinach zrobiono mi RTG miednicy i kręgosłupa. Krótko potem wsadzono mnie z powrotem do karetki, która zawiozła mnie do domu. Protesty z mojej strony nic nie dały – ubolewa Janusz Mielnik.

Zaawansowane zmiany zwyrodnieniowe odcinka LS kręgosłupa. Kręgozmyk L4/L5 – progresja zmian. Obserwacja w kierunku choroby zwyrodnieniowej stawów biodrowych, negatywna – napisano w szpitalnej karcie informacyjnej. Zawarto w niej też informację, że chory kategorycznie odmówił leczenia farmakologicznego i nie współpracuje. 85-latka skierowano na dalsze leczenie w poradni ortopedycznej.

– Nie mogę chodzić po poradniach, specjalistach, bo nie mam na to siły. Prawda jest taka, że ledwo daję radę wyjść z łóżka do łazienki, a to tylko kilka metrów. To jak mogę iść do specjalisty, skoro nie mogę wstać? Jestem przykuty do łóżka. Lekarz skazał mnie na śmierć w łóżku – mówi ze łzami w oczach pan Janusz.

Sytuacji nie ułatwia fakt, że starszy mężczyzna mieszka sam. Nie może też liczyć na pomoc bliskich, bo ci nie interesują się jego losem.

– Jestem sybirakiem. Przez wiele lat mieszkałem w Anglii, do Polski wróciłem w 1995 roku. Wybudowałem dom, chciałem mieć spokojną starość w ojczyźnie. Dzieci nie utrzymują ze mną kontaktu, nawet do mnie nie zadzwonią. A wszystko im oddałem... – płacze mężczyzna.

BOŻE, ZABIERZ MNIE
 Z TEGO ŚWIATA

Wydaje się, że jedyną osobą, na którą może liczyć, jest pani Ewa. To ona przynosi mu jedzenie i pomaga na tyle, na ile może.

– Przeczytałam ogłoszenie w „WW”, że pan Janusz szuka pomocy. I tak go poznałam – mówi kobieta.

– Gdyby nie ona, umarłbym z głodu. Ale moja opiekunka nie może ciągle być przy mnie, bo ma swoją rodzinę, własne życie – kontynuuje pan Janusz. Jego marzeniem jest przyjęcie do szpitala. – Nie chcę skonać w łóżku. Mam spaść ze schodów, żeby mnie zabrali? Nie mogę zrozumieć, jak osoba, która nie może wyjść z łóżka, ma chodzić po specjalistach. Potraktowano mnie jak śmiecia. Lekarze nie chcą mi pomóc. Mam ochotę bić głową w mur z bezsilności. Padłem ofiarą systemu. Osoba, która nie może zrobić kilku kroków, ma chodzić po specjalistach... – płacze Janusz Mielnik.

– Pan Janusz jak na swój wiek ma bardzo sprawny mózg. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten kręgosłup. Byłam z całą jego dokumentacją u ortopedy. Powiedziałam, że pacjent nie może przyjść do gabinetu. Lekarz zobaczył zdjęcie i dokumentację, po czym wypisał skierowanie do szpitala. Okazało się, że brakuje w nim wpisu, że to ma być rehabilitacja stacjonarna. Załatwiłam ten wpis. Kiedy ponownie pobiegłam do szpitala, usłyszałam, że musi być jeszcze diagnoza lekarska, a więc lekarz musi zobaczyć pacjenta. Zastrzeżono też, że szpital musi jeszcze sam ocenić, czy pacjent nadaje się na rehabilitację stacjonarną. Ordynator ponadto zwróciła uwagę, że pan Janusz ma 85 lat i takie dolegliwości są normą. Na razie nie ma szans, aby chory znalazł się w szpitalu. Uważam, że pan Janusz powinien zostać przyjęty na oddział. Lekarze powinni sprawdzić, czy rehabilitacja przyniesie jakieś skutek – mówi pani Ewa.

– Jestem już wykończony całą sytuacją. Od trzech miesięcy leżę w łóżku. Codziennie modlę się do Boga, aby skrócił moje cierpienie i zabrał mnie z tego świata. Leżę w łóżku jak kłoda – mówi pan Janusz.

WYSZEDŁBYM  
O WŁASNYCH SIŁACH

Z historią 85-latka zapoznaliśmy władze wrzesińskiej lecznicy. Zapytaliśmy, czy nie ma żadnych szans, aby mężczyzna został przyjęty do szpitala? Poprosiliśmy również o ustosunkowanie się do sytuacji z 30 sierpnia.

Historia pana Mielnika jest bardzo smutna. Aby odnieść się do tej konkretnej sprawy, musiałbym otrzymać w oryginale zgodę od pana Mielnika na upublicznienie danych z jego historii choroby (...). Czytelnik nieznający pełni danych może odnieść wrażenie, że chory został potraktowany niewłaściwie i szpital jest temu winien. Zapewniam pana, że tak nie jest – napisał nam Sebastian Nowicki, wiceprezes szpitala.

O pomoc w sprawie zwróciliśmy się też do Ośrodka Pomocy Społecznej we Wrześni.

– Pan Janusz od 1 sierpnia 2017 r. objęty został usługami opiekuńczymi świadczonymi w miejscu zamieszkania. Nigdy przedtem nie wnioskował o pomoc. Skoro ma „swoją” opiekunkę, to zobowiązana jest ona do umawiania wizyt lekarskich, dokonywania zakupów, pomocy w utrzymaniu higieny osobistej i utrzymywania mieszkania pana Janusza w czystości. Wymiar czasu pracy opiekunki i zakres jej czynności jest zgodny z życzeniem pana Janusza. Obecnie pan Janusz chciałby mieć więcej godzin opieki, więc sprawa będzie rozważana pod kątem naszych możliwości, jak również możliwości zatrudnienia przez pana Janusza (prywatnie – przyp. red.) jeszcze innej osoby. W przypadku pogorszenia się stanu zdrowia pana Mielnika, pozostaje rozważenie – przy oczywiście jego aprobacie – umieszczenia go w Domu Pomocy Społecznej – mówi dyrektor Anna Prusak.

– Nie mogę chodzić po lekarzach, bo nie jestem w stanie wyjść z łóżka – powtarza pan Janusz. Jednocześnie podkreśla, że wciąż ma nadzieję na odzyskanie sprawności. – Gdyby mnie przyjęto do szpitala, to wierzę, że wyszedłbym z niego o własnych siłach – stwierdza.

– Będziemy przekonywać pana Janusza, że ma skorzystać z pomocy. Będziemy go namawiać, aby udał się do specjalisty – kończy Anna Prusak.

Artykuł ukaże się w „Wiadomościach Wrzesińskich” jutro, czyli w numerze 1432 z 13.10.2017

Thumb 20170528 165212

Łukasz Różański

9 dni temu 0