Mowa-trawa

Dosłownie, bo rzecz dotyczy jednej z licznych wrzesińskich plenerowych imprez dla dzieci. W przenośni, bo chodzi o przedziwny język, w jakim z tymi dziećmi rozmawia się podczas „zdarzenia”.

Moim zdaniem 10:12 09-08-20190 19

Właśnie – zdarzenia. Już nie spotkania, już nie zabawy, nie imprezy, tylko „zdarzenia”, podczas którego wydziela się „strefy” (płatności, konsumpcji, ruchu), „zarządzane” przez „profesjonalnych animatorów”. Cóż za językowa maniera tworzy się na naszych oczach! Klecenie z odprysków biurokratyczno-korporacyjno-marketingowego slangu nowego, wypranego z autentycznych emocji i odniesień, kolejnego slangu, który przypomina nowomowę w postaci czystej, przeraża.

Sympatyczni moderatorzy chcieliby zapewne jak najlepiej wywiązać się z zadania, ale dlaczego stosują tak drewnianą mowę? Ktoś im każe czy po prostu taki trend? Powstaje wrażenie, że mając do dyspozycji zbiór wyselekcjonowanych fraz, konfigurując je w dowolny sposób, preparują jakiś koszmarny język, który adresowany do dzieci, już za chwilę stanie się ich własnością, a ubóstwo znaczeń zawartych w słowach – jako źródło komunikacyjnego uwiądu – stanie się normą. I co dalej...?

Mirosław Jadryszak

nauczyciel, pasjonat fotografii i filmu

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

10:12 09-08-2019