Mecz w oku obiektywu. Pomarańczowi zachwyceni halą, trener zmartwiony błędami

Wrześnianie wygrali mecz, zostali na krótko liderem I lig i mogli poczuć co to znaczy „mieć warunki do gry”. Do wałbrzyskiego Edenu wrócą za 10 dni.

siatkówka 7 miesięcy temu 10

- Tę halę bierzemy ze sobą do Wrześni – żartował Krzysztof Antosik po meczu. – To najlepszy obiekt, na którym kiedykolwiek graliśmy.

Faktycznie hala Aqua Zdrój w Wałbrzychu robiła wrażenie. Obszerna, funkcjonalna, z fantastycznym zapleczem, jakby budowana pod PlusLigę. Obiektu można było zazdrościć wałbrzyszanom, zespołu siatkarskiego już nie za bardzo.

Wysokie trybuny zapełniły się tylko w małym procencie. Kibice byli jednak aktywni, a ich zaangażowanie rosło wraz z kolejnymi piłkami wygrywanymi przez gospodarzy.

Wśród miejscowych fanek siatkówki dostrzegliśmy dwie szczególnie się wyróżniające. Pomoc opatrzności była wałbrzyszanom pomocna, bo Aqua Zdrój potykał się z jedną z trzech najlepszych drużyn I ligi.

Na mecz ze jednosetowym opóźnieniem dotarła trzyosobowa grupa pomarańczowych kibiców. Powodem były zarówno korki na ulicach dolnośląskiego miasta, jak i kłopoty z dostaniem się na halę. Na przeszkodzie stanęli bramkarze.

Organizacja meczu stała jednak na wysokim poziomie. Na boisko zawodników obu ekip wyprowadzały kilkuletnie dzieci, a do dopingu zachęcały cheerleaderki.

Pomarańczowi wybiegli na parkiet składem odbiegającym od tego sprzed dwóch dni, gdy potykali się z Sanokiem. Na parkiecie zabrakło trzech najbardziej doświadczonych wrześnian.

Trener Marian Kardas chciał też dać odpocząć Wojciechowi Kaźmierczakowi. Kontuzjowany Marcin Iglewski przyglądał się wydarzeniom zza stolika statystyków Sławomira Stefańskiego i Leszka Wojciechowskiego.

- Z palcem nie jest najlepiej – żalił się Igła, pokazując dramatyczne zdjęcie rentgenowskie z przesuniętymi o dobry centymetr kośćmi paliczków.

W kwadracie pozostał też Mateusz Jasiński, który miał problemy z mięśniem brzuchatym łydki już pod koniec środowego meczu z Sanokiem. Nasz przyjmujący pojawił się jednak na boisku wraz z Kaźmierczakiem w drugiej połowie pojedynku.

Gospodarze podbudowani wyjazdowym zwycięstwem w poprzedniej kolejce nad AGH Kraków mocno weszli w mecz. Świetnie przyjmowali zagrywki, co było wodą na młyn dla doświadczonego rozgrywającego Piotra Lipińskiego. Uruchamiał on swoich środkowych i skrzydłowych, szczególnie kieszonkowego przyjmującego Bartłomieja Dzikowicza. Pierwszy set padł łupem wałbrzyszan.

W drugim secie potrafiliśmy rywali odrzucić od siatki. Skuteczniej zagraliśmy też na siatce. W trzecim powróciły demony z pierwszej odsłony. Choć goniliśmy w końcówce, nie zdołaliśmy obronić pierwszej piłki setowej. W czwartej partii wiele uspokojenia w naszą grę wniósł z ławki Mateusza Jasiński. W piątym secie bardzo skutecznym na siatce był Damian Dobosz. Kończył każdą piłkę.

W obronie pola dzielnie sekundował mu Michał Wroniecki, kilka wybloków zanotowali obaj środkowi. Udało się obronić piłkę meczową, zdobyć dwie kolejne i świętować cenne zwycięstwo.

- Cieszę się połowicznie – przygryzał wargi trener Marian Kardas. – Powinniśmy wygrać wcześniej. Nie oglądałem jeszcze statystyk, ale dzisiaj popełniliśmy zbyt dużo błędów własnych.

19 grudnia APP Krispol rozegra w hali Aqua Zdrój jeszcze jeden pojedynek z wałbrzyszanami. Jego stawką będzie kolejna runda Pucharu Polski, runda już z zespołami PlusLigi.

Thumb ww nowacki

Leszek Nowacki

7 miesięcy temu 10