Ludzie o wielkich sercach i ich poruszające historie adopcji psów

Korzyści z posiadania psa jest wiele – uczą odpowiedzialności, motywują do ruchu, poprawiają nastrój i, po prostu, dają chęć do życia. Te stare i z pozoru nikomu niepotrzebne – także

sylwetka 11 miesięcy temu 0

ARLETA KRETKOWSKA z Psar Małych:

– Moim pierwszym psem jest Bąbel, owczarek niemiecki. Mam go od szczeniaka. Wiedziałam, że drugiego nie mogę już zaadoptować, bo będą ze sobą walczyć. Dlatego szukałam suczki. Wypatrzyłam ją we Wrześni – starą, zaniedbaną, nieszczęśliwą. Przeraźliwie wyła. Była uwiązana na łańcuchu przy takiej pseudobudzie – i to w centrum miasta. Właściciel nie widział w tym nic złego. Wiem, że kilka razy interweniowała u niego straż miejska. Urabiałam go przez dwa miesiące, w końcu mi ją oddał.

Weterynarz podpowiedział mi, że najlepiej gdybym doprowadziła do spotkania Bąbla z tą suczką na neutralnym gruncie. Dlatego wzięliśmy je z mężem na spacer do lasu. Tam po raz pierwszy się zobaczyły, obwąchały, zaakceptowały. Mieszkały tak sobie razem przez 3,5 roku.

Mam wrażenie, że zapewniłam tej suczce fajną starość. Miała już 16 lat, była bardzo schorowana, musiałam ją uśpić. Długo nie mogłam się po tym pozbierać i zaczęłam szukać w internecie kolejnej, ale już małej. Znalazłam w Cieszynie. Przedzwoniłam. Wiedziałam, że jest wysterylizowana, przebywa z innymi psami, ma łagodne usposobienie. Mówię: super! Nawet nie musiałam po nią jechać, dałam 100 złotych i mi ją przywieźli do domu. Pamiętam to jak dziś. Przyjechała rok temu w sierpniu, o trzeciej w nocy. Dzwonek, w drzwiach stoi mężczyzna. „A witum panium serdecznie” – bo to góral był. Przemiły człowiek.

Arleta Kretkowska wraz ze swoimi czworonożnymi pupilami – Bąblem i Tają

Suczka znajdowała się w dobrym stanie, dużo lepszym niż zakładałam. Bąbel ją poobwąchiwał i zaakceptował. Dzisiaj nie mogą bez siebie żyć. Bawią się tak, że aż chodniki zrywają. Trzymam je w domu, mają swoje legowiska pod drzwiami, widzą, co im wolno, z czego nie.

Dziś wiem, że żaden pies nie będzie kochał tak, jak pies ze schroniska. One zostały skrzywdzone. Człowiek uzyska od nich tyle miłości, jak od żadnego innego. Na przykład Taja nie opuszcza mnie ani na krok. Gdziekolwiek bym szła, ona za mną. Nawet jak zamknę się w pokoju, siedzi pod drzwiami i czeka, aż wyjdę. Jak mam zły dzień, wyczuwa to, podejdzie, przytuli się. Taka pocieszanka. No i nigdy nie nasikała w domu. Oczywiście na początku ją obserwowałam – jak widziałam, że się kręci, wychodziliśmy na zewnątrz, gdzie załatwiała potrzebę.

Każdego, kogo tylko mogę, zachęcam do sterylizacji psów. Jej brak powoduje, że jest ich tak dużo, później oczekują w kolejce na adopcję. Mieszkam na wsi, tam widać to doskonale. Ludzie wciąż podchodzą do tego na zasadzie: jak będzie parę piesków, to się wyda. Ale to tak nie działa, niestety.

MARIA KOSIŃSKA z Wrześni:

– Naszym pierwszym psem był pudel. Kupiliśmy go. Bardzo przeżyliśmy jego odejście. Mówię odejście, bo nie potrafię powiedzieć, że zdechł. Jakoś nie przechodzi mi to przez usta.

Minął rok. Syn akurat pracował w Warszawie. Miał koleżankę, która prowadziła tymczasowy dom dla psów. Szukała schronienia dla nich, rozsyłała mejle po znajomych. Jeden z tych mejli trafił do mnie. Zobaczyłam kundla, trochę podobnego do labradora. Miał poszarpany pysk i odbyt, naderwane uszy, mnóstwo blizn, wytarte zęby – najprawdopodobniej od gryzienia ogrodzenia. Przebywał w dużym schronisku, które zostało zlikwidowane. Poruszyło mnie to zdjęcie i ta historia. Poczułam, że chcę wziąć tego psa, że chcę mu zapewnić spokojną starość. Nawet nie musiałam po niego jechać, ta dziewczyna go przywiozła. Wabił się Rudi. Mało chodził, był niemrawy, ale z czasem się ożywił. Pokochał nas, a my jego. Uwielbiał się pieścić. Był bardzo grzeczny, przyniósł nam wiele radości. Mieliśmy go ponad 3 lata.

Rudi był ulubieńcem nie tylko Marii Kosińskiej (pierwsza z lewej), ale całej rodziny. Pochodził z dużego podwarszawskiego schroniska, które zostało zlikwidowane

Po roku znów zaczęliśmy szukać psa. Chcieliśmy małego pudla. Znaleźliśmy go w domu tymczasowym w Sobiesierniach. To była suczka z takiej pseudohodowli. Dopiero co przeszła operację, miała zapalenie płuc. Pojechałam ją zobaczyć, wzięłam na ręce, czułam, jaka jest przestraszona. Wtuliła się we mnie i już wtedy wiedziałam, że jest moja. Od razu ją wzięliśmy, zaprowadziliśmy do weterynarza. Najprawdopodobniej była bita, miała zmiażdżoną krtań, tchawicę, wybite przednie ząbki. Do tego doszły obrażenia wewnętrzne, martwe płody i ropomacicze.

Kika przeszła pomyślnie wszystkie zabiegi. Poświęciłam jej dużo czasu. Moi pracodawcy wyrazili zgodę, bym przychodziła z nią do pracy. Leżała sobie obok biurka, nigdy nie przeszkadzała. Mamy ją od 3 lat. Bierze tabletki, ale ma się dobrze.

Moim zdaniem każdy nadaje się do adopcji psa, musi tylko tego chcieć. Ja zachęcam do brania starych i schorowanych piesków. Nie ma nic piękniejszego, jak zapewnienie im spokojnej starości, podarowanie dodatkowo kilku lat życia.

Moja córka właśnie adoptowała swojego pierwszego psa, szczeniaka. Ma z nim trochę kłopotów, bo siusia w domu. Z dorosłymi psami, wziętymi ze schroniska, tego problemu nie ma. One są grzeczne, oddane, wiedzą, co im wolno, a czego nie. Rudi na przykład nigdy nie wszedł na kanapę. Miał swoje legowisko obok nas.

No i my psa zabieramy wszędzie – na wakacje, nie na wakacje. Traktujemy go jak członka rodziny. Dostaje prezenty w postaci kości czy reprymendę, jak coś napsoci. Trochę tak, jak z małym dzieckiem.

MARIETTA KOŁODZIEJCZAK z Szemborowa:

– Przez ponad rok miałam wolontariat we wrzesińskim schronisku. Nikt mnie nie zmuszał, sama chciałam. Wspólnie z koleżankami przyjeżdżałyśmy w soboty i wyprowadzałyśmy psy na spacer. Tylko do tego ograniczała się nasza praca.

Bodajże w kwietniu na stronie schroniska został opublikowany dramatyczny apel. Dotyczył Dziadzia, starego psa, którego nikt nie chciał przygarnąć. Nóżki odmawiały mu posłuszeństwa, powolutku gasł. Chodziło o to, by nie odszedł samotnie w ciemnym boksie, tylko przy kimś, kto go będzie kochał. Rozmawiałam o tym z moją mamą. Zgodziła się go wziąć. Tyle tylko, że ktoś nas uprzedził. To była kobieta. Mówimy: trudno. Ta adopcja jednak się nie powiodła, pies uciekł. Ta pani nawet tego nie zgłosiła. Po dwóch tygodniach został znaleziony kilka kilometrów od domu, w którym przebywał. Wrócił do schroniska. Był w dużo gorszym stanie niż wcześniej. Mimo to pod koniec maja zdecydowałyśmy się z mamą go wziąć.

Marietttę Kołodziejczak i jej mamę poruszył apel opublikowany w internecie. Dotyczył starego, schorowanego psa. Postanowiły wziąć go pod swój dac

Obawy dotyczyły tylko tego, że miałyśmy już suczkę Cześkę, także przybłędę. Jest młoda, ma bardzo dużo energii. Nie wiedziałyśmy, jak zareaguje na nowego kolegę. Ale zareagowała bardzo dobrze. Bruno, bo tak go nazwałyśmy, polubił ją, przez cały czas podążał jej śladem. W zasadzie to ona na niego mniej zwraca uwagę, on na nią bardziej. Traktuje ją trochę jak przewodniczkę.

To zabrzmi jak banał, ale ten pies jest kochany. Grzeczny. Ma apetyt, jak każdy lubi być głaskany i przytulany. Uwielbia leżeć na słońcu, nie przeszkadzają mu zaczepki Cześki. Zdarza im się nawet razem radośnie szczekać. Mają do dyspozycji duży ogród, w którym sobie urzędują.

Jestem przekonana, że w schronisku Bruno nie otrzymałby tyle miłości, co u nas. Z papierów wynika, że ma około 10 lat. Jak na swój wiek jest jednak bardzo energiczny. Leczymy go u weterynarza. Miał bardzo schorowane stawy, problem z wątrobą, niektóre zęby do usunięcia. Wciąż dostaje tabletki.

Zachęcam do adopcji, ale świadomej. Przyszli właściciele muszą jak najwięcej wiedzieć o psie, którego chcą nabyć. Chodzi o to, żeby później nie byli rozczarowani.

Ja zawsze marzyłam o adopcji starszych, schorowanych zwierząt. Dzięki mamie to marzenie zrealizowałam. Nie zamierzam na tym poprzestawać. Ze starszymi psami jest trochę tak, że nie bierzemy ich tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla nich. Liczymy się z tym, że odejdą stosunkowo szybko, ale możemy im umilić ostatnie lata, miesiące czy tygodnie życia. Uczynić je najwspanialszymi i wyjątkowymi. Właśnie tak widzę adopcję.

O tym warto pamiętać przy adopcji psa

  • Myśląc o adopcji, nie powinniśmy zaczynać od przeglądania psich profilów na stronach schronisk. Musimy być pewni, że tego chcemy. Słowem: najpierw decyzja, potem szukanie kandydata. Odwrotna kolejność prowadzi do nieprzemyślanych decyzji.
  • W schronisku trudno poznać prawdziwy charakter psa, jego przyzwyczajenia i upodobania. Dlatego musimy być przygotowani, że niejednokrotnie niemile nas zaskoczy.
  • Dobrze jest mieć wymagania. Jeżeli szukamy małego, krótkowłosego psa, nie dajmy sobie wcisnąć bernardyna, „bo ma takie smutne oczka”. Bo jeżeli nie będziemy zadowoleni z psa, pies też nie będzie zadowolony. Zastanówmy się, czego tak naprawdę oczekujemy od zwierzaka. Kluczowy jest zwłaszcza poziom aktywności. Często nie doceniamy psiej potrzeby ruchu i sugerujemy się wyłącznie wyglądem.
  • To nie jest tak, że pies ze schroniska nic nie kosztuje. Co prawda proces nabycia odbywa się bezgotówkowo, ale już pozostałe koszty (wyprawki, szczepień, odrobaczania, leczenia, no i jedzenia) są niezmienne. Pies w domu oznacza wiele nieprzewidzianych wydatków.
  • Ludziom często brakuje wyobraźni. Chcielibyśmy, żeby zwierzę zachowywało się wzorowo. Niczym w reklamie oczekujemy natychmiastowych efektów bez trudnej, rzetelnej, codziennej pracy. Tymczasem takiego szczeniaka trzeba nauczyć wszystkiego. On nie wie, że sikanie w domu, szczekanie w nocy czy obgryzanie mebli jest złe. Jeżeli chcemy czegoś od niego wymagać, najpierw musimy mu to wytłumaczyć (po psiemu, bez uczłowieczania).
  • Pies potrzebuje ciekawych spacerów, zabaw i ćwiczeń. W przeciwnym razie zacznie się nudzić. To przewrotne, ale trzeba go zmęczyć – nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.
  • Dlaczego, wobec tych wszystkich kosztów i zagrożeń, warto mieć psa? Bo odpręża lepiej niż komedia. Bo poprawia samopoczucie. Bo jest z nami na dobre i na złe. Bo, w odróżnieniu od żon i mężów, im później przyjdziesz, tym bardziej się cieszy. Wystarczy? 
  • Tomasz Szternel

    Artykuł ukazał się w „WW” 8 lipca 2016 roku. 

    Thumb tem podsumowanie dai

    Damian Idzikowski

    11 miesięcy temu 0