Łaska pana doktora

Lekarz z wrzesińskiego szpitala kazał czekać dziecku ze złamaną ręką i wystawionym nadgarstkiem trzy dni na założenie gipsu. Ojciec dziewczynki, który jest ratownikiem medycznym, nie kryje oburzenia.

reportaż 2 miesiące temu 4

To kolejny przypadek, kiedy ktoś publicznie wyraża swoje niezadowolenie z zachowania lekarzy pracujących w szpitalu we Wrześni. Tym razem sprawa dotyczy pracownika Szpitalnego Oddziału Ratunkowego – a konkretnie lekarza, który zdaniem Sebastiana Dudka, ojca 10-letniej Zosi, popełnił szereg kardynalnych błędów.

W niedzielę, 23 lipca, kilkanaście minut po godz. 21.00, Zosia spadła ze schodów. Ojciec, słysząc jej płacz, przybiegł córce na ratunek.

– Krzyczała z bólu. Jako ratownik medyczny przeprowadziłem szybkie badanie. Stwierdziłem złamanie kości promieniowej kończyny górnej oraz podejrzewałem złamanie nadgarstka. W wyniku złamań doszło również do repozycji nadgarstka. Unieruchomiłem więc rękę za pomocą szyny Kramera, zaopatrzyłem lodem w spreju, by uśmierzyć ból. Wsadziłem córkę do samochodu i chwilę później byliśmy już na izbie przyjęć, czyli Szpitalnym Oddziale Ratunkowym we Wrześni – opowiada Sebastian Dudek.

SŁOWNE UTARCZKI
 I ŁASKA LEKARZA

Po dotarciu do szpitala mężczyzna przekazał wszystkie informacje na temat wypadku recepcjonistce. Ta poinformowała go, że musi jechać z dzieckiem do szpitala w Poznaniu.

– Moja odpowiedź była krótka: poproszę lekarza dyżurnego SOR. Zażądałem tego, ponieważ należało dziecku zrobić zdjęcie RTG, zobaczyć, czy moje zabezpieczenie kończyny jest wystarczające na następną godzinę drogi do szpitala w Poznaniu, czy może trzeba dziecku założyć gips lub łuskę gipsową. I najważniejsze: należało zobaczyć, jak jest ustawione złamanie. Czy może za chwilę, w wyniku jakiegoś przemieszczenia, nie dojdzie do złamania otwartego. Poza tym, co było dla mnie bardzo istotne, spowodować, by córka nie cierpiała, czyli zabezpieczyć jej dostęp do żyły i podać leki przeciwbólowe oraz ją nawodnić. Zosia cały czas chciała pić, a niestety nie mogłem podać jej napoju, bo wiedziałem, że musi mieć żołądek pusty na 5 godzin przed zabiegiem. Taka jest procedura, jeżeli chodzi o znieczulenie pacjenta, więc mogłem jedynie zwilżać jej usta chusteczką – mówi ratownik.

Lekarz, który przyszedł porozmawiać z panem Sebastianem, oznajmił mu, że ma jechać z dzieckiem do Poznania. Co ciekawe, kiedy ratownik zażyczył sobie, by przewieziono jego dziecko transportem medycznym, lekarz stwierdził, że on nie wie, czy szpital może takie usługi wykonywać. I chociaż recepcjonistka powiedziała mu, że jest to możliwe, lekarz nie wypisał skierowania na taki transport.

– Dla mnie to skandal, żeby lekarz nie znał podstawowych procedur. Ale najgorsze było to, że ów lekarz, nie oglądając córki, oznajmił mi, że nie może nic zrobić. Moja cierpliwość się kończyła. Lekarz widząc to, zabrał mnie do gabinetu, gdzie odbyliśmy, delikatnie mówiąc, potyczkę słowną. W efekcie wykonano córce zdjęcie RTG – opowiada ojciec Zosi.

– Po obejrzeniu zdjęcia lekarz stwierdził, że mamy tu do czynienia ze złamaniem kości promieniowej i tak jak ręka teraz jest unieruchomiona, może zostać, czyli że wystarczy szyna Kramera. Po chwili dodał, że konsultował się z chirurgiem z Poznania i nie ma wskazania do zakładania łuski gipsowej czy gipsu. „Do środy córka niech będzie z tą szyną Kramera, a w środę proszę jechać do poradni chirurgicznej na Krysiewicza. To wszystko, co tu trzeba zrobić”, powiedział mi lekarz z wrzesińskiego SOR-u.

Kiedy pan Sebastian zaczął dopytywać o złamanie i repozycję nadgarstka, lekarz kategorycznie stwierdził, że niczego takiego nie ma, że dziecko może czekać do środy na założenie gipsu.

– Wiedziałem, że jest w błędzie, dlatego kategorycznie zażądałem zabezpieczenia złamania w łuskę gipsową i wypisania skierowania do Instytutu Dziecka przy ul. Szpitalnej w Poznaniu. Po utarczce słownej lekarz w końcu to zrobił. Powiedział: „Może pan jechać, droga wolna” – opowiada ojciec dziewczynki.

Wychodząc z wrzesińskiego szpitala, zadzwonił do instytutu w Poznaniu. Po przedstawieniu sytuacji usłyszał: „Zabierać córkę i przyjeżdżać do nas”.

W POZNANIU TAK,
 JAK TRZEBA

Zosia trafiła do Poznania o godz 23.05. Niespełna 30 minut później lekarze dyżurni – po obejrzeniu ręki i stwierdzeniu nie tylko złamania kości promieniowej, ale i repozycji nadgarstka – podjęli decyzję o natychmiastowym zabiegu. Zalecili również leki przeciwbólowe, nawodnienie oraz przyjęcie dziewczynki na tamtejszy oddział chirurgii.

– Dziś (we wtorek 25 lipca – przyp. red.) Zosia jest już po zabiegu repozycji nadgarstka wykonanym w znieczuleniu. Przebywa jeszcze w szpitalu, ale wraca do sił. Chciałbym powiedzieć, że dla mnie jako ratownika medycznego najważniejsze jest dobro pacjenta, szacunek do niego i profesjonalne podejście. Wiarygodności i współczucia – tego wymagam od siebie oraz od tych, którzy zdecydowali się pracować i nieść pomoc innym. Uważam, że w społeczeństwie medycznym nie ma miejsca na takie osoby, jak pan „doktor” z izby przyjęć SOR we Wrześni. Nigdy nie tolerowałem chamstwa i nie będę go tolerował. Ten człowiek nic nie zrobił dla mojego dziecka, chociaż powinien i mógł. Mam nadzieję, że zarząd wrzesińskiego szpitala zajmie się tą sprawą i wyciągnie konsekwencje wobec tego lekarza. Tego oczekuję – mówi Dudek.

SPRAWA W TRAKCIE
 WYJAŚNIANIA

Skontaktowaliśmy się z dyrekcją szpitala. Okazało się, że ojciec dziewczynki poinformował już zarząd o tym, jak zachował się lekarz SOR-u w stosunku do jego dziecka.

– O zakresie diagnostyki i leczeniu, w tym o wykonaniu RTG, unieruchomieniu, podaniu leków przeciwbólowych, decyduje lekarz. Podobnie jak o tym, czy dziecko musi być przekazane do innego ośrodka celem kontynuacji leczenia. Zależy to od charakteru schorzenia i taka decyzja jest podejmowana indywidualnie dla każdego pacjenta – informuje wiceprezes szpitala Sebastian Nowicki. – Niektórzy pacjenci nie muszą jechać do Poznania. W ramach szpitala funkcjonuje Poradnia Chirurgii Dziecięcej i często zdarza się tak, że po wstępnym zaopatrzeniu wystarczająca jest kontrola w poradni za kilka dni. Jest to bardzo duże udogodnienie dla naszych małych pacjentów. Często w poradni kontynuują leczenie także mali pacjenci po leczeniu operacyjnym w Poznaniu – dodaje Nowicki.

Wiceprezes podkreśla, że szpital zapewnia możliwość transportu międzyszpitalnego, o ile jest taka konieczność.

– Sprawa „niedzielna” jest w trakcie wyjaśniania. Za wcześnie na pełen komentarz, aczkolwiek do chwili obecnej nie dopatrzyłem się nieprawidłowości ze strony szpitalnego personelu – dodaje Sebastian Nowicki.

Artykuł został opublikowany na łamach "Wiadomości Wrzesińskich" 28 lipca 2017 r.

Thumb zrzut ekranu 2016 12 30 o 12.21.24

Dorota Tomaszewska

2 miesiące temu 4