Kontrowersyjna książka z wrzesińskim akcentem

Kto zna Joannę Krystynę Radosz, ten wie, że kocha ona żużel. Swoją pasję przelała na literaturę, wydając „Czarną książkę” oraz „Czarną książkę. Zostać mistrzem” i zrobiła to tak zgrabnie, że niedawno jeden z jej sportowych idoli poprosił ją o autograf. Teraz jednak wrześnianka przyłożyła rękę do tematyki zupełnie innej. Chodzi o… kazirodztwo.

kultura 23:55 05-07-20192 13

„WW”: Ukazała się właśnie książka, z którą masz coś wspólnego, choć nie jesteś jej autorką... Cóż to za książka?

JOANNA KRYSTYNA RADOSZ: – Jest to powieść new adult, wydana nakładem dość młodego wydawnictwa – Młodzieżówka. Powieść nosi tytuł „To, co zakazane” (w oryginale: „Forbidden”) i opowiada historię dorastającego w patologicznej rodzinie rodzeństwa, które doświadcza zakazanej miłości, a jednocześnie musi się zmagać z trudną codziennością. Na bohaterów – szesnastolatkę i jej siedemnastoletniego brata – oprócz szkolnych perypetii spada konieczność opieki nad młodszym rodzeństwem, prowadzenia domu i ukrywania przed opieką społeczną nałogu matki. To bardzo poruszająca i dojrzała historia napisana przez brytyjską autorkę Tabithę Suzumę.

A dzięki tobie czytelnicy przeczytają jej tekst po polsku. Tylko jak doszło do tego, że tłumaczyłaś z angielskiego? Jesteś przecież rusycystką.

Tak wyszło, że oprócz rosyjskiego biegle znam też angielski. Dużą zasługę miał tutaj fakt, że w gimnazjum chodziłam do klasy dwujęzycznej, a potem żal było zaprzepaścić zdobyte umiejętności, więc dość szybko zrobiłam certyfikat CAE. Maturę rozszerzoną też zdawałam z angielskiego. A tłumaczyć z tego języka zaczęłam jako nastolatka... felietony żużlowe... Wiem, można było się tego spodziewać! Były to teksty dość szczególne, najeżone idiomami i napisane wyjątkowo specyficznym, zawiłym stylem. Potem przekładałam różne rzeczy, opowiadania, teksty naukowe, aż doszło do powieści. Wiadomo, większe zapotrzebowanie jest na tłumaczenia literackie z angielskiego niż z rosyjskiego, a z tym konkretnym wydawnictwem znamy się z różnych innych projektów, toteż zlecenie przekładu z angielskiego przyjęłam z przyjemnością.

A co to za wydawnictwo? Duża oficyna czy niszowa? Jest szansa na bestseller?

Wydawnictwo Młodzieżówka to imprint znanego z publikowania fantastyki i literatury obyczajowej wydawnictwa Papierowy Księżyc, dość dużego i rozpoznawalnego na rynku. Biorąc pod uwagę entuzjazm pierwszych recenzji i fakt, ile osób czekało, kiedy ta powieść ukaże się po polsku, mam wrażenie, że do bestsellera droga prosta.

„To, co zakazane” porusza bardzo kontrowersyjny i nietypowy temat – miłość kazirodczą. Jak pracowało ci się nad takim tematem?

Zacznijmy od tego, że pierwsze książki w mojej karierze tłumaczki były naukowymi pozycjami o drugiej wojnie światowej z dość drobiazgowymi opisami. Po takim chrzcie bojowym kazirodztwo, w dodatku opisane dość delikatnie, nie wydaje się trudnym tematem. Myślę, że autorka podeszła do kwestii w taki sposób, iż skandalu nie będzie – skandale żywią się jednak dosłownością i pikantnymi szczegółami, a tych Suzuma unika. Bardziej interesują ją psychologiczne niuanse związane z kazirodczym uczuciem. To zresztą świadczy o dojrzałości autorki.

Pewnie niektórych zastanawia, po co w ogóle poruszać taką tematykę. Czy jako osoba, która mocno wgryzła się w tę fabułę, masz zdanie na ten temat?

Moim zdaniem jak najbardziej warto poruszać i ten, i inne „trudne” tematy, by ukazać złożoność świata. W czasach, kiedy widzimy wyraźną radykalizację społeczeństwa i poszukiwanie łatwych podziałów na dobro i zło, dobrze jest przypomnieć o stopniu komplikacji dylematów moralnych. Hasło reklamujące „To, co zakazane” – „Jak coś tak złego może być tak cudowne?” – to dla mnie więcej niż prowokacyjny zabieg reklamowy. To apel o refleksję nad tym, jak skomplikowany jest świat i jak wstrzemięźliwi powinniśmy być w ocenach sytuacji, nawet tych, które, jak sądzimy, doskonale znamy. Bardzo często między czernią i bielą kryje się szeroka gama szarości.

Zdarzało ci się tłumaczyć na język rosyjski własne opowiadania. Czy łatwiej ci było pracować na cudzym materiale czy własnym?

Trudno to porównać, ponieważ to tak naprawdę dwa zupełnie różne rodzaje pracy. Moich opowiadań nigdy do końca tak właściwie nie tłumaczę, zawsze mam w głowie, że piszę je do trochę innego odbiorcy i mogę sobie pozwolić na dostosowywanie tekstu "w biegu" do tej innej kultury, innego stanu wiedzy i tak dalej. Natomiast praca na czyimś tekście to już stricte przekład, w którym muszę odnaleźć dominanty tekstu i na nich zbudować przekaz maksymalnie zbliżony do oryginalnego, tylko skierowany do trochę innego czytelnika z innymi doświadczeniami.

Prócz tego, że jesteś tłumaczką, jesteś przede wszystkim pisarką – czy te dwie aktywności mają ze sobą coś wspólnego, czy to dwa różne światy?

Biorąc pod uwagę, że mówimy o tłumaczeniu literatury, jasne, że mają dużo wspólnego, nawet bardzo dużo. W obu przypadkach trzeba umieć słowem odmalować to, co siedzi w głowie i pisać z mylą o czytelniku, którego język i świat opowieści ma opleść niczym pajęcza sieć i nie wypuszczać aż do ostatniej strony. Pisząc, uczę się tłumaczyć - dobierać właściwe słowa, dbać o przejrzystość języka. Tłumacząc, uczę się pisać - mogę z bardzo bliska przyjrzeć się temu, jak to robią inni, ponieważ nawet analiza literaturoznawcza nie gwarantuje takiej wiwisekcji tekstu (przynajmniej kiedy mówimy o tekstach w rozmiarze powieści) jak jego tłumaczenie.

A czy masz jakieś plany translatorskie na przyszłość? Te pisarskie znamy – „Czarna książka. Polski trop” i powieść w uniwersum żużlowym.

Plany translatorskie tworzą się w zasadzie same. Po pierwsze - nie jestem tłumaczką pełnoetatową, więc mam ograniczone moce przerobowe. Po drugie - te ograniczone moce obecnie bardzo skutecznie zagospodarowują dwa wydawnictwa, z którymi współpracuję. Niestety, szczegóły na razie są ściśle tajne. Jeśli pytasz o to, co chciałabym przetłumaczyć, to jest kilka takich książek, wszystkie, ma się rozumieć, rosyjskie. Jest na przykład taka wspaniała powieść Władisława Krapiwina "Pasiasta żyrafa Ala" - o tym, dokąd trafiają dzieci po śmierci. To wbrew pozorom wcale nie odpowiedź na wymyśloną przez Astrid Lindgren Nangijalę, lecz bardzo filozoficzna i mocno osadzona w rosyjskim kontekście opowiastka o sile dziecięcej odwagi i zaburzeniu równowagi świata. Jest też przecudowny i przezabawny cykl kryminałów o prezydencie-celebrycie i dość pechowym agencie Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Myślę, że polski czytelnik fantastycznie by się przy nim bawił, tym bardziej, że rosyjskie kryminały wciąż są u nas bardzo popularne. Wreszcie z półki literatury wysoce pięknej mam na oku powieść Diny Rubiny i zbiór opowiadań, niesamowicie delikatnych, choć trudnych, Ludmiły Ulickiej. Aż dziw bierze, że w tej wyliczance jak dotąd brakuje fantastyki... Chociaż nie, cofam to o fantastyce! Znalazło się miejsce i dla pewnego fantastycznego cyklu, ale o tym już milczę, bo jeszcze ktoś mi podbierze pomysł na bestseller! (śmiech)

Dziękuję ślicznie za rozmowę i trzymam kciuki za plany – te jawne i te tajne!

Dziękuję również i serdecznie pozdrawiam czytelników „Wiadomości Wrzesińskich” oraz Wrzesnia.info.pl.

Rozmawiała Anna Tess Gołębiowska

***

Dziś (5 lipca 2019) Joanna Krystyna Radosz świętowała 27. urodziny. Podobnie jak rok temu z tej okazji zaprosiła swoich znajomych oraz czytelników do udziału w zbiórce na rzecz Fundacji Speedwaya. Wpłaty można dokonać tutaj, tu zaś piszemy więcej o współpracy pisarki z fundacją. 

Dobroci zbiorowa! Szał robią teraz fejsbukowe zbiórki urodzinowe, które pozwalają przy okazji własnego święta zrobić coś fajnego dla innych :) Wpłata na wybrany cel charytatywny to świetna alternatywa dla kwiatów, czekoladek i bibelotów. A ponieważ zbliżają się wielkimi krokami moje urodziny, chciałabym was poprosić o dołączenie się do zbiórki dla Fundacja Speedwaya (i polajkowanie tego profilu, jeśli jeszcze go nie lubicie!). Robimy pozytywne rzeczy w żużlu, w tym wspieramy kariery dwóch młodych rosyjskich talenciaków. W tym roku jeszcze nie mam możliwości zrobienia oficjalnej zbiórki via Facebook, ale wystarczy, że wejdziecie na naszą stronę [link w komentarzu] i wesprzecie wybranego podopiecznego albo całą ich pulę naraz. Nasi chłopcy są cudowni i bardzo potrzebują finansowego kopniaka motywacyjnego, żeby móc kupić sprzęt, który potem pozwoli im zarabiać na więcej sprzętu. Pomożecie? Będę ogromnie wdzięczna! 

Thumb anna tess go%c5%82embiowska fot idzikowski 1

Anna Tess Gołębiowska

23:55 05-07-2019