Kim jesteśmy, skąd pochodzimy? Oto genealogia w praktyce

Niektórzy genealodzy dowodzą, że niemal wszyscy mieszkańcy Polski mają wśród swoich przodków Mieszka I. Ta odważna teza może połechtać niejedno ego. Miło mieć świadomość takiego rodowodu.

historia rok temu 0

Kim jesteśmy, skąd pochodzimy, jakich mieliśmy przodków? Legitymujemy się herbem, czy też wywodzimy się z chłopstwa – z najzdrowszej części społeczeństwa? Na takie pytania możemy sobie sami odpowiedzieć. Wystarczy poświęcić na to nieco czasu. Genealogia jest nauką pomocniczą historii. Jest też dziedziną, w której można się zatracić. Częściej za sprawą zacięcia niż odpowiednich narzędzi można zostać odkrywcą. I to nie tylko zapomnianych rodzinnych historii, ale też spraw bardziej publicznych.

Poniżej zamieszczamy dwa wycinki drzew genealogicznych rodzin pochodzących z Wrześni, które wydały znanych obywateli. Przy znajomości odpowiednich narzędzi stworzenie takiego wycinka, albo jego weryfikacja zajmuje... kilkadziesiąt minut.

Katarzyna, matka urodzonego we Wrześni prymasa Edwarda Likowskiego była z domu Ziemniewicz. Wiele osób z tej familii lub o nazwisku Krzyżan może przypisywać sobie więzi krwi z arcybiskupem.

Andrzej Stelmachowski, marszłek senatu, a później minister oświaty w rządzie Jana Olszewskiego, nie będzie mile wspominany przez polskich nauczycieli. Wymachując laską na wieść o strajkach rzucił swego czasu w eter: – Nauczyciele udają, że pracują, rząd udaje, że płaci. Andrzej był wnukiem Ksawerego Stelmachowskiego, zasłużonego wrzesińskiego budowniczego, właściciela wyremontowanej niedawno willi przy Chopina. Ksawery miał sześcioro dzieci, z których aż troje, w tym ojciec Andrzeja Bronisław, znalazło poczesne miejsce w Polskim Słowniku Biograficznym.

Często nie zdajemy sobie sprawy, że nasi przodkowie zasłużyli na uznanie potomnych. Niewiele na terenie Wielkopolski rodzin, które nie miały w swych szeregach powstańców czy żołnierzy którejś ze światowych wojen. Pamięć jest ulotna, warto ją pielęgnować.

Jak utworzyć drzewo genealogiczne?

Mamy dwie główne drogi. Pierwsza, to zlecić wykonanie zadania firmie. Na rynku jest wiele wyspecjalizowanych zespołów, w skład których wchodzą historycy, nierzadko archiwiści. Mamy wówczas pewność, że drzewo powstanie stosunkowo szybko i będzie wysoce profesjonalne. Taki sposób ma jednak dwie podstawowe wady. Niestety, zlecanie budowy drzewa genealogicznego nie jest tanią rzeczą. Musimy się pogodzić ze stratą minimum 5 000 zł i to tylko przy nieszczególnie rozbudowanej wszerz i w głąb konstrukcji oraz gdy nasza rodzina nie jest zbyt rozproszona terytorialnie. Zdarza się, że cena za usługę przekracza i 15 000 zł. Drugą wadę nie sposób przeliczyć na pieniądze. Zlecając budowę firmie może i oszczędzamy czas, ale tracimy olbrzymią satysfakcję, która towarzyszy genealogowi amatorowi. I tu dochodzimy do drogi numer dwa: sami tworzymy drzewo.

Oczywiście trzeba mieć podstawową wiedzę o metodologii działania. Tę spróbujemy przekazać poniżej. Jest ona o tyle ważna, że pozwala nam uniknąć i błędów, i straty czasu.

Poszukujemy swoich przodków

Nie jest to szczególnie trudne. Wystarczy wykonać kilka kroków. Pierwszy, to zebranie maksymalnie dużo danych od żyjących członków rodziny o nich samych, ale też o tych krewnych, którzy odeszli z tego świata, a pozostali jeszcze w pamięci. Interesują nas miejsca i daty urodzin, ślubów, rozwodów, śmierci i pochówków. Zbieramy informacje na temat wykonywanych zawodów członków rodziny, odznaczeń i nagród, udziału w ważnych historycznych wydarzeniach. Wysłuchujemy rodzinnych opowieści, ale z zachowaniem czujności, pamiętając, że pamięć ludzka może być zawodna, a i zdarzają się osoby odnajdujące przyjemność w konfabulacji. Dobrze jest w czasie pobytu na cmentarzach spisywać lub sfotografować daty na płytach nagrobnych.

Krokiem drugim jest internet. Oczywiście informacje o członkach rodziny możemy też znaleźć w publikacjach książkowych, ale tego szczęścia nie będzie miało zbyt wielu z nas. Ludzi upamiętnionych w słownikach biograficznych za swoje dokonania nie jest szczególnie dużo. W sieci funkcjonuje sporo stron skupiających genealogów-amatorów, ale nie zawsze dostęp do wiedzy zgromadzonych przez innych będziemy mieć bezpłatny. Są jednak projekty, które służą swoimi zbiorami bez ograniczeń. Osobom z rodów związanych z Wielkopolską należy szczególnie polecić stronę poznan-project.psnc.pl, na której można znaleźć niemal wszystkie małżeństwa zawarte w poznańskim w XIX w. Godny polecenia jest także basia.famula.pl, gdzie zamieszczono blisko 3,5 mln wpisów metrykalnych. Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa (wbc.poznan.pl) umożliwia poprzez wyszukiwarkę odnalezienia artykułów z gazet, które zamieszczały informacje o naszych przodkach.

Krok trzeci to wizyta w archiwach. To najbardziej żmudna praca. Informacje o zasobach archiwów państwowych (np. w Poznaniu i Gnieźnie) można znaleźć w sieci, ale zasoby dostępne on-line są skąpe. Trzeba dotrzeć do archiwów osobiście i tam poszperać. Od kilku lat przybywa dokumentów zdigitalizowanych, toteż praca odbywa się już przed komputerem. Podobnie jest w archiwach kościelnych. O ile dostęp do dokumentów w archiwach państwowy jest bezpłatny, to przy kościelnych nie jest już tak dobrze. W najbliższym Wrześni Archiwum Archidiecezjalnym w Gnieźnie trzeba zapłacić za roczną kartę członkowską 18 zł i później po 5 zł za każdą godzinę spędzoną w czytelni.

Przy rosnącej liczbie osób w drzewie warto zastanowić się nad zakupem programu. Największym, w całości polskim, jest Drzewo Genealogiczne II.

Wskazówki praktyka

O kilka praktycznych uwag poprosiliśmy Jarosława Górskiego, członka Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego Gniazdo.

– W archiwach państwowych przeglądam księgi USC, księgi gruntowe, księgi meldunkowe, akta notariuszy i czasem duplikaty ksiąg metrykalnych z XIX w. W moim drzewie genealogicznym, które prowadzę w programie Genopro jest już ponad 5400 osób. Występuje w nim mnóstwo nazwisk. Niektórzy moi przodkowie byli związani z okolicami Wrześni. Mój prapradziadek Wiktor Górski w II poł. XIX w. zajmował się produkcją cegły i oleju. Miał również wiatrak w Opatówku. Brat mojego dziadka Tomasza, Franciszek Kaźmierczak z Kleparza, był powstańcem wielkopolskim. Zmarł w 1919 r. w poznańskim szpitalu. Tomasz Kaźmierczak był ranny podczas I wojny światowej. Dwukrotnie leżał w niemieckich lazaretach wojskowych. O każdym innym moim przodku mógłbym powiedzieć niejedno – przekonuje J. Górski.

Życzymy naszym Czytelnikom, by z równie dużym oddaniem rzucili się w wir budowania swoich drzew. Historia, choć głównie ta lokalna, tylko na tym zyska.

Leszek Nowacki

(artykuł ukazał się w „Wiadomościach Wrzesińskich” 30 grudnia 2016 roku)

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

rok temu 0