Kanonik, czyli Tata – duchowy przywódca Wrześni. Sylwetka ks. Kazimierza Głowa

Komuniści nie pozwolili na  to, aby został biskupem. Zrewanżował się, dając Solidarności schronienie, a  Kościołowi dziesiątki powołań.

sylwetka ponad rok temu 8

W  2008 roku ks. kanonik Kazimierz Głów obchodził 50. rocznicę święceń kapłańskich. W  farze odbyła się wtedy uroczysta msza święta z  udziałem ponad 50  kapłanów i  zakonników oraz licznie przybyłych wiernych. Homilię wygłosił ks. Marcin Kulczynski.

Wydawało się, że złoty jubileusz będzie okazją do  przybliżenia sylwetki księdza kanonika. Ale nic takiego nie nastąpiło.

Ks.kanonik Kazimierz Głów (w środku) w czasie obchodów 50.rocznicy święceń kapłańskich

– Ksiądz kanonik nie życzył sobie żadnych laudacji ani wspomnień z  pracy w  poprzednich parafiach czy w  seminarium. Chciał jedynie przeżyć ten  jubileusz w   towarzystwie ks. Gabriela Kozikowskiego i  księdza misjonarza – mówił wówczas ks.  Kulczynski.

Ot, słynna skromność legendy wrzesińskiego kościoła. Dzisiaj ksiądz kanonik Kazimierz Głów jest już na  emeryturze, ale ciągle rezyduje na  „swojej” parafii. Nam również odmówił rozmowy na swój temat. –  Napiszcie coś, gdy już umrę – odrzekł.

Z  biskupem Bernackim

Kazimierz Głów pochodzi z  Wągrowca. Urodził się w  1933  r. w  niewielkim domu przy ul.  Kolejowej. Dzisiaj jest tam apteka. W  Wągrowcu ukończył szkołę podstawową i  w  1952 liceum ogólnokształcące. Próbowano go  zwerbować na  studia handlu zagranicznego, jednak on wybrał Prymasowskie Seminarium Duchowne w  Gnieźnie.

Od lewej: bp. Jan Czerniak, kard. Stefan Wyszyński, bp. Lucjan Bernacki

Zaraz po  święceniach został wikariuszem w  parafii Archikatedralnej w  Gnieźnie. Pracował tam jako katecheta. Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński wytypował go do  wyjazdu na  trzyletnie studia w  Instytucie Biblijnym w  Rzymie. W 1961 wystąpił o  paszport na  wyjazd na  studia teologiczno-biblijne do  stolicy Włoch. Nie uzyskał zgody od  Prezydium Rady Wojewódzkiej – Urzędu ds. Wyznań w Poznaniu:

Tutejszy wydział nie  posiada w  tej chwili odpowiednich materiałów obciążających, niemniej jednak prosimy o  niewyrażenie zgody ks. Głów na  wyjazd do  Włoch, stosując to  jako jedne z  czynników represjonowania Kurii Gnieźnieńskiej. Wymieniony jest bliskim współpracownikiem biskupa Bernackiego, który jak wiadomo najbardziej utrudnia nam pracę.

We  wrześniu 1961 ks. Głów rozpoczął studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dwa lata później ponownie wystąpił o  paszport na  wyjazd do  Rzymu, jednak i  tym razem spotkała go odmowa. Był to  ciąg dalszy represji za  „obecny stosunek Kurii Gnieźnieńskiej do zarządzeń państwowych i  wydziału ds. wyznań”.

Brak studiów w  Rzymie oznaczał prawie automatycznie brak awansu w hierarchii kościelnej. Gdyby nie to, dzisiaj pisalibyśmy o  biskupie Głowie.

W 1972 obronił doktorat z dogmatyki z  zakresu mariologii na  KUL-u. W  latach 70. zmieniła się też polityka państwa wobec kościoła. Ksiądz Kazimierz mógł już wyjeżdżać w  celach naukowych na Zachód: do Włoch, Francji i  Hiszpanii, Austrii i  RFN.

Zakochali się w  księdzu

Wypowiadając się na  temat obecnej sytuacji w  PRL, ks. Głów powiedział, że przemiany, jakie zaszły w  kraju po  objęciu władzy przez Pana Gierka, są nieporównywalne z  innymi krajami. Przemiany te  dotyczą wszystkich dziedzin, z którymi człowiek ma  styczność na  co  dzień – notował urzędnik z  wydziału ds. wyznań Urzędu Wojewódzkiego w  Poznaniu, gdy w  1977 komunistyczne władze zatwierdzały kandydaturę księdza Kazimierza Głowa na  administratora parafii w  Niechanowie. Kuria powierzyła mu tam misję budowy plebanii. Jednocześnie łączył to  z obowiązkami wykładowcy w  seminarium w  Gnieźnie.

– To był bardzo dobry ksiądz dla ludzi. Potrafił wybudować plebanię, a  sam mieszkał na  organistówce. Ale zabrali nam go, przenieśli. Nawet nie zdążył zamieszkać na  tej nowej plebanii – wspomina nam jedna z  parafianek. –  Jego następca mówił potem, że ludzie zakochali się w  księdzu, a  nie w  Bogu. Chyba mu  zazdrościł, że tak mówił – wtóruje jej koleżanka.

Ostatnio ksiądz kanonik Głów był tam widziany na uroczystości poświęcenia skweru i  obelisku biskupa Jana Michalskiego, który również był proboszczem w  Niechanowie.

– Jest zapraszany na  wszystkie uroczystości kościelne. Przyjeżdża, jest z nami. Ludzie cieszą się z  tego powodu. Pamiętają o  nim przede wszystkim starsi, przez to, co  zrobił dla parafii. Opinia jest jedna: że był bardzo dobrym kapłanem. Wybudował nową plebanię, aczkolwiek wszyscy wówczas żałowali, że był tylko trzy lata i  nie  zdążył na  niej zamieszkać – mówi nam proboszcz z  Niechanowa ks. Andrzej Ziółkowski.

Przykrywka dla opozycji

W  lipcu 1980 ks. Kazimierz Głów został proboszczem parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i  św. Stanisława Biskupa we Wrześni. Nominację otrzymał po  śmierci poprzedniego proboszcza Bogdana Pelza.

Na  jesień 1980 we wrzesińskich zakładach pracy tworzyła się Solidarność. Związkowcy z  Wrzesińskiej Rady Koordynacyjnej w  1981 szukali oparcia w kościele i  u  proboszcza fary. Tak było np.  przy organizacji uroczystości patriotycznych 3  maja z  mszą świętą na  rynku (pochód pierwszomajowy się nie odbył), a  także przy poświęceniu sztandaru tonsilowskiej Solidarności.

Ks. Kazimierz Głów podczas mszy św. odprawionej 3 maja 1981 roku na wrzesińskim rynku

–  Bardzo pozytywnie się do tego ustosunkował. Pomógł nam. Mszę koncelebrował wspólnie z  ks.  Władysławem Kierzkiem. Przy poświęceniu sztandaru bałem się o  pogodę, wtedy kanonik powiedział: „Ja  mam chody u  Szefa, pogoda będzie murowana”. I tak rzeczywiście było – wspomina Jan Koralewski, wówczas szef  WRK.

W  latach 80. parafia farna stała się miejscem spotkań wrzesińskiej opozycji. Władze pozwoliły wtedy na  działalność stowarzyszenia Powściągliwość i  Praca.

Ks. kanonik Kazimierz Głów (drugi z prawej) podczas poświęcenia sztandaru tonsilowskiej Solidarności 

–  Najpierw zażartował: „Mam nadzieję, że nie będzie to  powściągliwość od  pracy”. Ale mocno się w  to  zaangażował. Kupił krzesła i  stoły do  salki parafialnej i  u  niego się spotykaliśmy. To  była przykrywka, pod którą działała wrzesińska Solidarność. Jak nastał okrągły stół, mieliśmy już  gotową strukturę do  stworzenia komitetu obywatelskiego – wyjawia Koralewski.

– Był taki pracownik Tonsilu, Kaźmierczak, został wyrzucony z  pracy za  działalność związkową. Był bez roboty i  pieniędzy. Poszliśmy do  ks. Głowa po radę. Ten wyciągnął znaczną ilość pieniędzy i  wręczył temu tonsilowcowi – wspomina Bogdan Narożny, szef wrzesińskiej Solidarności. – To  jest kapłan, który cieszy się największym zaufaniem Solidarności – dodaje.

–  Przez księdza Andrzeja Ziętka (wtedy wikariusza w parafii farnej – przyp. red.) dostałem propozycję ukrycia, w  momencie, gdy na  początku stanu wojennego Służba Bezpieczeństwa szukała mnie, aby internować. Ale nie skorzystałem wtedy – wyjaśnia Jan Koralewski.

Teatr w  farze

Parafia farna była nie  tylko ostoją patriotyzmu. Proboszcz troszczył się przede wszystkim o  jej życie wewnętrzne: liturgię, wikariuszy, formację ministrantów, a  także różne grupy działające przy kościele.

–  Kiedy ks. Głów na  początku lipca 1980 obejmował wrzesińską farę, miałem zaledwie 13 lat – mówi ks.  Wenancjusz Zmuda, dzisiaj proboszcz parafii pw. Matki Boskiej Zwycięstwa w  Bydgoszczy. –  Nie wiem, ile razy służyłem mu do mszy świętej. Nie wiem także, ile razy koncelebrowałem z  nim mszę. Kiedy 29 maja 1993 szykowałem się do  odprawienia mszy św. prymicyjnej, o  błogosławieństwo prosiłem nie tylko rodziców, ale także  ks. Kazimierza. Może najbardziej dziś uderza mnie jego obecność, jako młodego proboszcza, pośród ministrantów i  lektorów. Uderza mnie jego aprobata na  teatr, który pojawił się we  wrzesińskiej farze w  latach 80.: spektakl o ks. Jerzym Popiełuszce, o Dzieciach Wrzesińskich, misterium Męki Pańskiej, monodram maryjny – wspomina duchowny.

Ksiądz profesor Bogdan Czyżewski w  1987 był wikarym parafii farnej. – Nie był i  z  pewnością nie jest postacią tuzinkową. Już wtedy cieszył się wielkim uznaniem nie tylko swoich parafian, ale, nie boję się powiedzieć: całej Wrześni, której stał się bez wątpienia symbolem – podkreśla ks. Czyżewski.

–  Zapamiętałem księdza Kazimierza Głowa jako człowieka niezwykle pracowitego. W  jego pokoju długo paliły się  światła. Mieszkałem na  piętrze w  budynku znajdującym się naprzeciw plebanii. Zawsze coś  czytał, zaznaczał, notował. Posiadał bogaty księgozbiór, lubił kupować książki, ale nie  po  to, by  ładnie wyglądały na  półce. Korzystał z nich, a  przy śniadaniu następnego dnia opowiadał o tym, co  wyczytał i  dzielił się wrażeniami. Może chciał nas, nieco młodszych, zachęcić do  czytania i  do  pogłębiania wiedzy. Takim go  zapamiętałem – mówi ksiądz profesor.

Czciciel Matki Boskiej

Księdzu Mirosławowi Kędzierskiemu (w  parafii farnej w  latach 1989-1996) najbardziej zapadła w  pamięć jedna z  uroczystości: peregrynacja figury Matki Boskiej Fatimskiej z  kościoła św. Ducha do  fary. Wieczorna procesja. Wtedy cała Września pogrążyła się we  wspólnej modlitwie.

–  Jako wikariusze, którzy z  nim współpracowali, doświadczaliśmy jego wielkiej życzliwości i  wyrozumiałości. Był doskonałym przełożonym. Swoją osobą sprawiał, że człowiek sam od  siebie poczuwał się w  obowiązku, aby jakieś zadanie wykonać dobrze. Uczyliśmy się od  niego gorliwości w  posłudze, w  konfesjonale. Często widziałem go z  brewiarzem, na  modlitwie, z  różańcem w  ręku. Ale też z   książką w  języku francuskim, ponieważ cały czas szlifował swój francuski – mówi ks. Kędzierski, dzisiaj proboszcz w  Kłecku.

Nawa główna i ołtarz kościoła farnego we Wrześni

Kapłan podkreśla też, że  ksiądz kanonik był otoczony ludźmi bezgranicznie oddanymi, jak np.  kościelny Józef Suchorski czy gospodyni Helenka „Aida”. –  Oni nie dali złego słowa powiedzieć o  proboszczu, nawet w  żartach, gdy jako wikariusze trochę się z  nimi przekomarzaliśmy – wyjaśnia ks. Mirosław.

Ks. Paweł Gronowski trafił do  fary zaraz po  święceniach, jako neoprezbiter. – Zasłużony kapłan, legenda wrzesińskiego kościoła. To określenia jak najbardziej na  miejscu w  odniesieniu do  księdza kanonika – mówi nam ks. Gronowski. – Odczuwało się nie tylko u  parafian fary, ale i  u  mieszkańców Wrześni opinię, że ksiądz kanonik jest „duchowym ojcem miasta”. Zresztą my, kapłani, mówiąc o  swoim proboszczu, zawsze używaliśmy słów „kanonik” lub „tata” – dodaje ks.  Paweł. Dzisiaj jest proboszczem w  Zdziechowie i  dyrektorem Radia Plus.

– Od najmłodszych lat byłem ministrantem. Naturalną rzeczą było dla  dziecka obserwowanie otoczenia i  osób działających w  parafii, szczególnie ks. proboszcza Kazimierza Głowa. Więc mogę powiedzieć, że znamy się z  zakrystii. Imponował nam posługującym przy ołtarzu swoją troską o  parafię, liturgię i  okazywanym szacunkiem i  pełną kulturę dla osób, które spotykał. Byliśmy dumni ze  swojego proboszcza – mówi Sebastian Mazurkiewicz.

Konfrater zakonu paulinów

Związki parafii farnej z  klasztorem w  Biechowie są silne. Ugruntowały się w  latach 80. i  były naturalne. Proboszczem parafii farnej był przecież doktor mariolog, natomiast biechowski klasztor to  także Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia. Pielgrzymki, a także msze za  Ojczyznę spowodowały, że młodzież z  Wrześni zaczęła się interesować życiem zakonnym, czego efektem były liczne powołania.

Ks. Kazimierz Głów posiada tytuł Konfratra Zakonu Paulinów w  Biechowie. –  To inaczej przyjaciel zakonu – mówi nam przeor klasztoru o. Józef Stępień. –  Cały czas uczestniczy w  dobrach duchowych zakonu. Modlimy się w  jego intencji, np. z  okazji imienin. A  to z wdzięczności za  jego zasługi – tłumaczy zakonnik.

Ks. Kazimierz Głów (w głębi) w czasie uroczystości odpustowych w kościele Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Biechowie  Fot. NAC

Jakie to  zasługi? 6  powołań z  parafii farnej do  zakonu paulinów i  kolejnych 6  chłopaków, którzy zostali księżmi diecezjalnymi. Choć trzeba zaznaczyć, że dwóch później porzuciło sutanny.

–  Był wzorem dla młodych ludzi, miał z  nimi świetny kontakt. Imponowała nam zwłaszcza wytrwałość w  posłudze kapłańskiej. Dużo czasu spędzał w  konfesjonale, spowiadając parafian – mówi o.  Dariusz Szuba z  Domu Zakonnego Ojców Paulinów w  Łukęcinie, kolejny wychowanek kanonika Głowa.

Ojciec chrzestny

Po upadku komuny ks. Głów czuwał nad rozwojem społeczeństwa obywatelskiego, był ojcem chrzestnym wielu inicjatyw. Zaangażował się na  przykład w  tworzenie Fundacji Dzieci Wrzesińskich. Zgodził się, aby miała swoją siedzibę  w  ochronce przy ul.  Szkolnej, która jest własnością parafii farnej. Do  dzisiaj zasiada też w  radzie programowej FDW. Jest również bratem kurkowym i  kapelanem tej formacji, choć sam nie strzela.

Dzięki pomocy kanonika powstał także SKOK im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. –  Ksiądz kanonik zrobił wiele dobrego dla  Kasy od  samego początku jej funkcjonowania. Jako proboszcz udostępnił pomieszczenia, pomógł zgromadzić pierwsze depozyty, wiele lat uczestniczył w  pracy rady nadzorczej – mówi nam  Karol Nowak, były prezes SKOK-u Wyszyńskiego. –  Proponuję zapytać go również o numer członkowski, bo odpowiedź będzie ciekawa i znacząca – dodaje Nowak.

Kanonik Głów, jak się okazuje, lubi też futbol. 13 czerwca  br. w  Opatówku odprawił w  zastępstwie mszę świętą. Na  koniec nabożeństwa zaproponował:

–  A  teraz, kochani, pomódlmy się za  to, aby Polska pokonała dzisiaj Gruzję.

Thumb ww biernat

Filip Biernat

ponad rok temu 8