Dużo wyprodukować, tanio sprzedać i skłonić klienta do częstej zmiany

Przeciętne gospodarstwo domowe statystycznego Kowalskiego nasycone bywa sporą liczbą sprzętu, który ułatwia lub uprzyjemnia życie, pobiera energię elektryczną, jest dzieckiem nowych technologii i... coraz częściej zalicza zgon w tempie, jakiego się zazwyczaj nie spodziewamy.

reportaż miesiąca temu 0

A przecież są jeszcze samochody, które zbyt wcześnie, jak sądzimy, trzeba zacząć odstawiać do mechanika, jest jeszcze cała ta, zglobalizowana, informatyczna elektronika (telefony komórkowe, smartfony, tablety, komputery), bez których nie wyobrażamy sobie dzisiaj sprawnego funkcjonowania w świecie, który już dawno stał się komunikacyjną globalną wioską. Należy pamiętać też o zautomatyzowanym i nafaszerowanym elektroniką sprzęcie fotograficznym, w którym z klasycznego aparatu mechanicznego, opartego na idei rysowania światłem (camera obscura), zostało już tylko szkło obiektywu z wbudowaną weń migawką.

Przeciętny Kowalski, a także jego rodzice, jego żona i każde z jego dzieci, wszyscy oni posługują się czymś, co zwykliśmy nazywać telefonami komórkowymi. Większość tego sprzętu pochodzi z salonów firm, które nie tylko handlują takimi urządzeniami, ale też świadczą wszelkiego rodzaju usługi bezprzewodowej komunikacji, z rozmowami, SMS-ami i MMS-ami włącznie. Jednak przeciętny telefon przeciętnego Kowalskiego po mniej więcej dwóch latach przestaje spełniać swoją podstawową funkcję. Dlaczego?

– W 99 przypadkach na 100 – mówi Przemysław Konieczny z firmy handlującej sprzętem i osprzętem telefonicznym – jeżeli w grę nie wchodzą uszkodzenia mechaniczne, przyczyną jest bateria, a właściwie jej spadająca drastycznie wydajność. Wynika to z faktu, że oryginalna bateria gwarantuje pół roku pełnej sprawności, a wytrzymuje do dwóch lat. Jej sprawność eksploatacyjna uzależniona jest od zaprogramowanej technologicznie przez producenta ilości faz ładowanie-rozładowanie. Im częściej musimy ją ładować, a większość z nas robi to raz na dzień, ewentualnie raz na dwa dni, tym szybciej kończy się jej sprawność. I nie ma od tego odwrotu. Ktoś, kto rzadko korzysta z komórki, może na pierwszej, fabrycznej baterii przetrwać ze swoim telefonem i pięć lat. Norma społeczna jest jednak inna.

Nie może dziwić zatem, że do salonów telefonii komórkowej coraz częściej trafiają klienci z niesprawnym sprzętem, głównie za sprawą baterii, która nie trzyma prądu, choć do końca umowy abonamentowej zostało im pół roku, a nawet i rok. Większość z nich nie zdaje sobie sprawy z faktu, że wina leży nie po stronie sprzedawcy i operatora, a po stronie technologii i słabej świadomości technologicznej właściciela niesprawnego już aparatu telefonicznego.

Przeciętny duży, sieciowy sklep ze sprzętem AGD posiada na półkach, i tym samym w bieżącej ofercie, do kilku tysięcy produktów różnych marek, od patelni, przesz typowy elektryczny sprzęt gospodarstwa domowego, po komputery, telewizory, telefony, sprzęt fotograficzny i wysoce zaawansowane technologicznie pralki automatyczne z najwyższej półki. Sprzęt słabo przetworzony technologicznie, a zwłaszcza pozbawiony elektroniki, na przykład patelnie czy noże, w zasadzie nie sprawia użytkownikom kłopotów, ale każdy inny produkt wypełniony zminiaturyzowaną elektroniką ma swoje ograniczenia, które objawiają się tym prędzej i częściej nabywamy taki sprzęt według zasady: dobry i tani.

– Jeżeli coś ma dobrze działać i jednocześnie ma być niezbyt drogie, to producent wstawia do takiego sprzętu czy urządzenia dobrą elektronikę, ale kosztem jakości innych komponentów, aby zbilansować swoje koszty produkcji, czyli nie dokładać do interesu – mówi dostawca sprzętu do sklepów AGD, który prosił o zachowanie anonimowości. – To powoduje, że te inne komponenty prędzej niż elektronika kończą swój żywot i w efekcie dany produkt trzeba zmienić na nowy lub oddać do remontu. Zazwyczaj dzieje się to już po okresie gwarancji, w okresie od dwóch do pięciu lat eksploatacji, co niemal się nie opłaca, bo przyjazd ekipy serwisowej i wymiana zepsutych elementów jest niekiedy równoważna finansowo z zakupem nowego sprzętu czy urządzenia. Natomiast urządzenia bardzo wysoko przetworzone technologicznie, jak chociażby nowoczesne, płaskie monitory do komputerów i płaskie telewizory, kończą swój żywot nie dlatego, że posiadają jakieś błędy fabryczne, ale dlatego, że ich ciasno upchane, pozbawione dostatecznego chłodzenia, a do tego zminiaturyzowane płyty główne i poszczególne jej elementy zwyczajnie się zużywają pod wpływem intensywnej eksploatacji.

Wszyscy, których o to spytałem, mechanicy sprzętu AGD twierdzą, że w pralkach automatycznych najczęściej psują się (pomijając inne uszkodzenia mechaniczne, wynikające ze złej eksploatacji) łożyska i programatory – łożyska, bo to na nich utrzymuje się ciężar sprawności elementu ruchomego, jakim jest bęben/wirnik, a programator, bo to jest elektroniczny mózg urządzenia, w którym zachodzą te same procesy zużycia zminiaturyzowanych obwodów, procesorów i płytek sterujących, z jakimi mamy do czynienia w komputerach, laptopach, monitorach czy płaskich telewizorach.

– Dzisiejsze pralki to nie to samo co kiedyś. Weźmy na to bębny, które teraz są klejone. Jak tylko wyjdzie gwarancja bęben się psuje. Naprawić trudno, bo klejony. Powinno się wstawić nowy. A taki potrafi kosztować nawet 700 zł – mówi nam inny wrzesiński mechanik sprzętu AGD. – Starsze pralki to było to. Niektórzy jeszcze dzisiaj je mają. Wymieniam tylko programator. W nowoczesnych naszpikowanych elektroniką to niemożliwe. Producenci żeby utrudnić nam życie zwyczajnie zalewają podzespoły plastikiem - tłumaczy.

– Głównym powodem uszkodzeń dzisiaj produkowanych telewizorów w 99 przypadkach na 100 są przede wszystkim złej jakości kondensatory elektrolityczne – mówi Grzegorz Dobraniecki, znany we Wrześni mechanik sprzętu audio. – Nie zmienia to jednak faktu, że postęp w technologii idzie tak szybko do przodu, że dzisiaj kupiony telewizor po dwóch latach jest naprawdę stary i naprawdę nie ma czego żałować przy wymianie na nowszy model. Poza tym mnóstwo osób kupuje te telewizory na 50 rat, za śmieszne w sumie pieniądze, więc nie ma powodu do dramatyzowania. No, chyba że chcemy mieć w domu ruskiego Rubina czy starego Neptuna, które chodziły po 30 lat. Nie ma odwrotu od technologicznego postępu z jednej strony i skracania się żywota eksploatowanych przez nas urządzeń z drugiej. To są trendy światowe, do których polski rynek po prostu się dopasował. W światowej gospodarce liczy się masowy obrót, masowa sprzedaż, masowa produkcja, także elektroniki audio i TV, więc musimy się z tym pogodzić. Spora liczba sprzętów i urządzeń elektronicznych jest tak projektowana i produkowana, aby w miarę szybko się zużywały. Zazwyczaj są to dwa lata. Oczywiście w pewnych obszarach audio urządzenia powinny być produkowane z trwałością na lata, a nie na miesiące. Podam przykład: trafiają do mnie klasowe niemieckie kolumny głośnikowe po 25 latach eksploatacji, w których znajduję polskie głośniki. To chyba o czymś świadczy. To samo dotyczy sprzętu muzycznego: gitarę elektryczną można zajechać po roku, ale już wzmacniacz do tej gitary powinien mieć stabilność, sprawność i trwałość idącą w długie lata.

Są jeszcze samochody, zwłaszcza te nowe, wypełnione elektroniką, do której diagnostyki potrzebne są specjalistyczne urządzenia komputerowe. O cudach technologicznych współczesnych czterech kółek można by napisać całą książkę, ale coraz częściej do świadomości użytkowników pojazdów najważniejszych światowych marek dociera i ten fakt, że nowe samochody zaczynają się psuć po przejechaniu 100 tysięcy kilometrów, a po 50 tysiącach pojawiają się pierwsze drobne usterki. W czym rzecz? – pyta przeciętny Kowalski, który przesiadł się z malucha do innego, niedrogiego i masowo produkowanego pojazdu osobowego. Ano w tym, odpowiadają dwaj różni mechanicy samochodowi (z dwóch różnych miast), których o to zapytałem, że dawniej silnik samochodu przy prawidłowym serwisowaniu i właściwej eksploatacji mógł przejechać bez większych awarii od 500 tysięcy nawet do miliona kilometrów, a dzisiaj jego żywot kończy się na 100 tysiącach. Czy coś z tego zatem wynika? Tylko chyba to, że przemysł motoryzacyjny nie zostaje w tyle za światowymi trendami – dużo wyprodukować, w miarę tanio sprzedać i skłonić klienta do częstej zmiany samochodu.

– Tekst i zdjęcie: Krzysztof Szymoniak

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

miesiąca temu 0