Dotknąć nieba, sięgnąć wyżej. Lokalni miłośnicy astronomii dzielą się swoją pasją

Wybierzcie najbliższą bezchmurną noc. Oderwijcie się od telewizji, komputera. Zostawcie na chwilę polityczną rzeczywistość i codzienne problemy. Po prostu wyjdźcie z domu i spójrzcie w niebo. Przed wami wszechświat.

sylwetka 7 miesięcy temu 0

Na początek wystarczy wybrać się na wieczorny spacer albo po prostu wyjść na balkon. Najlepiej jednak w bezchmurną noc wyjechać za miasto. Już pół godziny patrzenia w gwiazdy – w całkowitej ciemności, bez rozpraszających świateł lamp ulicznych – gwarantuje niepowtarzalne wrażenia. Skusiliśmy się na krótką kosmiczną wycieczkę i nie żałujemy. Naszymi przewodnikami byli dwaj pasjonaci astronomii.

Tropy obserwatorów kosmosu

Łukasz Harhura (31 lat) już od dłuższego czasu dzieli się z nami zdjęciami ciekawych zjawisk na niebie. Fotografuje z balkonu swojego mieszkania, na jednym z wrzesińskich osiedli. Zafascynowani ciekawymi informacjami, które przesyła od czasu do czasu na redakcyjną skrzynkę, zaczęliśmy szukać informacji o obserwatorach gwiazd w sieci. Tak trafiliśmy na bloga Szymona Domagalskiego (36 lat) z Marzenina i na kolejne niesamowite zdjęcia – galaktyk oddalonych od Ziemi często o kilka milionów lat świetlnych. Jak nasi bohaterowie zaczynali swoją przygodę z astronomią? Co ich fascynuje w kosmosie?

Lot meteoru

Nie znali się, ale ich historie są podobne. Obaj lubili patrzeć w gwiazdy już w dzieciństwie.

Łukasz: – Pytałem mamę: co to jest, dlaczego świeci? Później dostałem pod choinkę książkę o kosmosie. Nakręciłem się, bardzo chciałem zobaczyć wszystkie gwiazdozbiory. W ciągu roku całe niebo miałem opanowane.

Szymon: – Od zawsze patrzyłem w gwiazdy. Momentem zwrotnym był widok przelatującego meteoru, byłem wtedy na wakacjach u babci, miałem kilkanaście lat. Kilka dni później mówiono o tym w telewizji. Wtedy na serio mnie to zafascynowało.

Per aspera ad astra

Do wielu rzeczy dochodzili metodą prób i błędów. Początki nie były łatwe, ale to ich nie zniechęcało.

– Pierwsze obserwacje wykonywałem lornetką taty 6 x 30. Teoretycznie niewiele można tym zobaczyć, ale udawało mi się. Wyniki mojej pracy zostały docenione w konkursie „Wiedzy i Życia”. Tak udało mi się wygrać pierwszy sprzęt. W końcu miałem czym obserwować – opowiada Łukasz.

Łukasz Harhura

W rozwijaniu astronomicznej pasji pomógł mu Krajowy Fundusz na Rzecz Dzieci, program stypendialny, w ramach którego zdolni licealiści mogli brać udział w wyjazdach naukowych i przygotowywać się do studiów.

– Później parę lat byłem studentem astronomii, jednak uczelniana rzeczywistość była dla mnie rozczarowaniem. Stwierdziłem, że wolę być hobbystą z pieniędzmi niż zawodowym astronomem bez pracy. Nie żałuję, stać mnie na odłożenie i zlecenie budowy samodzielnie zaprojektowanego sprzętu. Obecnie pracuję w branży IT, mój zawód jest związany z automatyką i robotyką. A pasja przekłada się na różne rzeczy, także na pracę zawodową – stwierdza Łukasz.

Szymon pierwszy teleskop kupił, gdy zaczął zarabiać. – Odkładałem na to kilka miesięcy. Potem wychodziłem z nim do ogrodu. Pamiętam radość, gdy udało mi się „wstrzelić” w Saturna. Obserwowałem to, co znajdowałem w książkach. Trzy, cztery lata temu postanowiłem się ukierunkować. Miałem dwie opcje: albo wizual, czyli obserwacje, albo fotografie. To drugie wszyscy mi odradzali ze względu na finanse. Ale kiedyś na forum astronomicznym pewien pan napisał mi: „Szymon, powoli, ale spełniaj marzenia”. Postanowiłem, że jednak będę realizował się w fotografii – mówi mieszkaniec Marzenina.

Szymon Domagalski

Upolować Messiera

Astronomia jest dla niego pasją, do której podchodzi profesjonalnie. W ogrodzie wybudował małe obserwatorium, które woli nazywać skromnie „budką obserwacyjną”. Od 2012 roku prowadzi bloga, na którym dzieli się efektami swojej pracy.

Szymon od kilku lat fotografuje obiekty z katalogu Messiera, XVII-wiecznego badacza, który opisał ponad sto obiektów widocznych na nocnym niebie. Badacz przez ówczesne teleskopy widział je jako niewyraźne plamki. Dziś wiemy, że są to galaktyki, gromady gwiazd i mgławice.

– Mgławica to gwiezdny pył, z którego powstają gwiazdy, lub pozostałości po nich. To są najtrudniejsze obiekty dla astrofotografa, bo słabo widoczne. Ludzkie oko często ich nie wychwytuje. Dopiero przy dłuższym naświetlaniu danego kadru to wszystko się rejestruje – tłumaczy Szymon.

Fot. S. Domagalski

Odległość liczona w latach

Obiekty, które fotografuje, leżą tak daleko od Ziemi, że właściwie są nieosiągalne. – W astronomii odległość określa się w latach świetlnych. Rok świetlny to odległość, którą przemierza światło w ciągu jednego roku, czyli w przybliżeniu 9,5 biliona km. Obiekty, które fotografuję, są położone w odległości setek, tysięcy, a czasem milionów lat świetlnych – wyjaśnia Szymon.

– Właśnie odległość najbardziej mnie fascynuje w kosmosie. Nikt nie może tam sięgnąć, nawet do najbliższych gwiazd nie jesteśmy w stanie dotrzeć. Najszybszy statek, który powstał, Sonda Voyager I, ma poruszać się z prędkością ponad 60 tys. km na godzinę. Gdyby człowiek na początku cywilizacji, czyli jakieś 20-30 tys. lat p.n.e., wsiadł w taki pojazd, dzisiaj byłby dopiero w połowie drogi do najbliższych gwiazd – tłumaczy.

Planetarne obserwacje

Dla Łukasza fotografowanie jest, jak sam mówi, zajęciem tymczasowym, treningiem. Na pierwszym miejscu jest pasja naukowa. Pokazuje notatniki pełne wzorów, obliczeń i szkiców. – W przyszłości pragnę się skupić na planetach. W tej dziedzinie mam akurat najwięcej pomysłów, na obserwacje i zestawienia, których nikt wcześniej nie robił. Chyba że akurat jakaś kometa się nadarzy – zaznacza.

Fot. Ł. Harhura

Najbardziej pasjonuje go Merkury, którego można obserwować wiosną, przeważnie między marcem a majem – na niebie wieczornym, oraz w okresie jesiennym – na niebie porannym.

Ostatnio zainteresował się też Plutonem. Ale jedno z najciekawszych zjawisk, które mógł obserwować, jest związane z Wenus.

– Najbardziej widowiskowym zjawiskiem było dla mnie przejście Wenus przed tarczą Słońca. To było 6 czerwca 2012 roku. To o tyle ciekawe, że można wyznaczyć na podstawie obserwacji odległość do planety, a także jej szerokość i średnicę – mówi Łukasz.

W oczekiwaniu na kometę

Wielkim marzeniem Łukasza jest cały czas kometa. – To bryłka lodu, która przylatuje daleko spoza ostatnich planet Układu Słonecznego, pchnięta grawitacyjnie w wyniku zderzenia z innym obiektem bądź w wyniku oddziaływania planet. Gdy zbliża się do Słońca, jej zewnętrzna powłoka przechodzi ze stanu stałego w gazowy. Wtedy pojawia się ogon – tłumaczy. 

– Mam w pamięci cały czas kometę Hale’a-Boppa z 1997 roku, bardzo jasną. Ale nie miałem wtedy sprzętu odpowiedniego do obserwacji. Komety są nieprzewidywalne, ich pojawienie się jest związane z ułożeniem planet, z zależnościami grawitacyjnymi. Nikt nie potrafi tak naprawdę określić, kiedy pojawi się nowa. Te okresowe nie są aż tak widowiskowe – dodaje Łukasz.

Każdy może być odkrywcą

„W nauce jest istotnie coś fascynującego. Z błahego stwierdzenia faktu można wysunąć wiele wspaniałych uogólnień” – te słowa Marka Twaina są dewizą Łukasza.

Fot. Ł. Harhura

– Astronomia jest dziedziną, w której nadal jest dużo do odkrycia – stwierdza 31-latek. – Ostatnio ogromną rolę w badaniach kosmosu zaczynają odgrywać amatorzy. W dobie internetu wystarczy wejść na stronę np. misji SOHO i można np. zostać odkrywcą komety w pobliżu Słońca. Zawodowcy nie są w stanie zaobserwować wszystkiego, podczas gdy miliony obserwatorów amatorów na całym świecie mogą przeanalizować większą ilość materiału. W ten sposób zarejestrowano m.in. kilka zderzeń asteroidów z Jowiszem w 2010 i 2012 roku. Im bardziej dostępny jest internet, tym więcej takich odkryć. Amatorzy mają coraz więcej możliwości. Można np. zarejestrować się w obserwatorium, zdobyć czas obserwacyjny i dokonać badań profesjonalnym, kilkunastometrowym sprzętem, który udostępniają zawodowcy – podkreśla.

Męczące światła miast

Idealnych nocy obserwacyjnych w naszej strefie klimatycznej jest zaledwie kilka w roku. Przeszkadzają chmury, mgła, zbyt jasne światło księżyca, a także prawdziwa zmora obserwatorów – lampy uliczne czy jasno oświetlone zakłady. Utrudnieniem są także turbulencje atmosfery, szczególnie kiedy temperatura wokół sprzętu jest zbyt wysoka. Łukasz mówi, że największym problemem jest dla niego zjawisko „singu”, czyli pulsowania powodującego zniekształcenia obrazu.

– Występuje ono, kiedy sprzęt lub jego otoczenie są nierównomiernie schłodzone, a także wówczas, gdy masy powietrza – nawet w górnej warstwie atmosfery – ulegają intensywnym ruchom. Na razie wszystkie obserwacje wykonuję z balkonu, a po całym dniu blok jest nagrzany i to także przeszkadza. Na szczęście zmieniamy mieszkanie, tam będę miał dużo lepsze warunki i miejsce obserwacji– stwierdza Łukasz.

Fot. S. Domagalski

Szymon z przegrzewaniem sprzętu poradził sobie, konstruując specjalną „lodówkę” – obudowę, która schładza sprzęt o 10 stopni. Swoje ogrodowe obserwatorium zbudował, bo montaż sprzętu za każdym razem był zbyt czasochłonny.

Gwiezdne marzenia

Największe marzenie astrofotografa z Marzenina to cały czas nowy, jeszcze bardziej profesjonalny sprzęt. – Jest ciężko, ale małymi kroczkami idę do przodu – mówi Szymon.

Pytany o największy sukces w astronomii odpowiada, że takiego jeszcze nie miał, choć był blisko. – Fotografowałem kiedyś jeden z obiektów Messiera. Okazało się później, że gdybym tę sesję rozpoczął kilkanaście godzin wcześniej, to udałoby mi się uchwycić wybuch supernowej. To byłoby coś. Na razie nie mam czym się pochwalić. Miałem kilka publikacji w czasopismach popularnonaukowych, ale najbardziej cieszy mnie udana fotografia. To, że ktoś, oglądając ją, powie „wow!” – uśmiecha się.

W życiu Łukasza nadchodzi czas zmian. Na razie jego podstawowe narzędzia to teleskop otrzymany od Ministra Edukacji Narodowej oraz lunety wygrane w konkursach „Wiedzy i Życia”. Dopiero zaczyna inwestować w nowy sprzęt. A ten będzie mu potrzebny do realizacji przedsięwzięcia, o którego szczegółach jeszcze nie wspomina, żeby nie zapeszyć.

Fot. Ł. Harhura

– Plan obserwacyjny, który sobie opracowałem, będzie wymagał ode mnie dokładnej rejestracji powierzchni planet. Chcę to bardzo dobrze udokumentować. Na efekty przyjdzie poczekać około 5-6 lat. Cały projekt może potrwać do kilkunastu lat. Mam nadzieję, że będę mógł opisać i opublikować wyniki swojej pracy. A czy to się uda, czy okaże się zawodne, trzeba będzie wszystko zweryfikować – zaznacza.

Oprócz pasji do nauki ma też wyraźne zacięcie pedagogiczne. – Kiedyś organizowałem pokazy nieba, konsultacje z matematyki dla dzieci i młodzieży. Ta skłonność do dydaktyki we mnie pozostała, stąd te zdjęcia wysyłane do gazety. Ja tym żyję, myślę, że parę osób to może też zainteresować – tłumaczy 31-letni wrześnianin.

Bardzo się cieszy, że jego 2,5-letni synek też zaczyna interesować się niebem. Wychodzi już z tatą na balkon i pokazuje: „Księżyc świeci!”.

Fot. Ł. Harhura

– Cała moja przygoda z astronomią to poniekąd szczęśliwy zbieg okoliczności. Sprzęt, na którym wiele lat pracowałem, był wygraną lub nagrodą. Dzięki swojej pasji miałem okazję dorobić sobie na studiach. Ale najbardziej jestem szczęśliwy, że dzięki astronomii poznałem moją żonę, która także była stypendystką Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci – kończy z uśmiechem Łukasz. Gwiazdy są nieprzewidywalne.

Joanna Goździewicz

Artykuł ukazał się w „Wiadomościach Wrzesińskich” 6 listopada 2015 roku. 

Thumb tem podsumowanie dai

Damian Idzikowski

7 miesięcy temu 0