Bogdan Konopka – fotograf wielkiego formatu. Historia przyjaźni i jednej fotografii

Jak i kiedy się poznaliśmy? Tego nie wie nikt, ja też, a zapytać jego już nie sposób. Na pewno było to w drugiej połowie lat 90. i na pewno stało się to za sprawą Janusza Nowackiego z poznańskiej galerii pf w Centrum Kultury Zamek. Wtedy w mojej i szerzej – wrzesińskiej – fotografii wszystko działo się za sprawą Janusza.

kultura 08:05 24-05-20190 3

Pamiętam dziś, że w poznańskim Domu Bretanii w tamtym czasie byłem na wernisażu „Śladami Bogdana Konopki” Nowackiego, chociaż nie za bardzo wiedziałem co to za jeden ten Konopka. Zdjęć z tej wystawy też już nie pamiętam, oprócz jednej: Mont Saint Michele, była piękna.

Pyzdry

Pyzdry – jedna z dwóch fotografii z powiatu wrzesińskiego, jakie znalazły się w cyklu „Rekonesans”

Bogdan realizował w tym czasie cykl „Rekonesans”, który jesienią 1998 przyniósł mu Europejską Nagrodę Fotografii Miasta Vevey w Szwajcarii. – To był niezwykły konkurs fotograficzny – opowiadał Bogdan – ponieważ oceniane było nie to, co zrobiłeś, lecz to, co chcesz zrobić. Pokazywałeś tylko kilka fotografii z cyklu, który planujesz zrealizować oraz opis na ciąg dalszy.

Konopka wystartował w konkursie jako obywatel Francji, ale też jako Polak-emigrant, czego nie krył, lecz wręcz eksponował. Jego projekt polegał na wykorzystaniu notesu z adresami fotografów z bloku wschodniego, z krajów post-socjalistycznych i objechania przyjaciół w celu sfotografowania tych krajów w kilka lat po wyzwoleniu się z dominacji sowieckiej. Dołączył do tego kilka fotografii z Polski i bodajże z Czech i Słowacji, jakie już zdążył zrobić. Spodobało się – wygrał: dostał (w ratach) stypendium, które pozwoliło mu przez rok realizować tylko ten projekt. Utrzymał za te pieniądze siebie i żonę Jacqueline Konopka. I jeszcze trochę zostało.

W sylwestra, czyli 31 grudnia 1998 Bogdan i Janusz (a być może towarzyszył im też Ireneusz Zjeżdżałka, który pracował już wtedy w pf-ie) przyjechali do Wrześni. Zdaje się, że to był pierwszy raz artysty we Wrześni. Wpierw odbył spacer z kamerą po mieście, gdzie znalazł i uwiecznił podwórko przy ulicy Rzecznej, a potem pojechaliśmy do Pyzdr. Tu w Muzeum Regionalnym, czyli w klasztorze pofranciszkańskim na początku fotografował średniowieczne freski w krużgankach, a ja snułem się z aparatem w pewnej odległości od Mistrza, aby nie przeszkadzać i dokumentowałem jego pracę. Kiedy Bogdan zaszedł do wirydarza (dziedzińca wewnętrznego) i fotografował tam starą figurkę Matki Boskiej, ja pozostałem w krużgankach i zdejmowałem go przy pracy przez częściowo zaparowane okno. W pewnym momencie dostrzegł mnie i spostrzegł, że „to może być to” – natychmiast wszedł do środka i uwiecznił figurkę z miejsca, gdzie ja fotografowałem jego. Później okazało się, że właśnie tę fotografię z Pyzdr włączył do cyklu. 

Bogdan fotografuje figurkę na wirydarzu
Nagle zauważa mnie, który fotografuje jego ze środka – stwierdza, że to jest właśnie to miejsce, z którego trzeba sfotografować figurkę Matki Boskiej
No i robi to! Efekt – patrz wyżej

Z Vevey do Wrześni

W maju 2000 wypuściłem na rynek pierwszy numer „Kwartalnika Fotografia”, trzy miesiące później numer drugi, w którym Bogdan Konopka zedebiutował dwukrotnie – raz jako autor artykułu (o fotografii François Joly) oraz drugi jako fotograf – o „Rekonesansie” napisał Ireneusz Zjeżdżałka. Odtąd Bogdan pisał prawie w każdym numerze KF-u, czasem dwa i więcej artykuły. Poza tym załatwiał dla pisma nowych autorów, którzy często „zostawali na dłużej”. Chociaż był daleko, współtworzył charakter pisma, zwłaszcza po śmierci Eryka, redaktora naczelnego.

Październik 2000 to był ten moment, kiedy w Vevey przyznawano następnemu artyście Grand Prix Européen, a zarazem odbywała się premierowa wystawa poprzedniego laureata, czyli Bogdana Konopki. Wystawie towarzyszyła publikacja, odlotowe portfolio, czyli pojedyncze kartki opakowane w specjalnym pudle. Bogdan zaprosił nas do Szwajcarii na tę uroczystość, zapewniając noclegi w świetnym hotelu, możliwość udziału w wernisażu, jak i w „wypasionym” bankiecie powernisażowym, gdzie poznaliśmy wielu VIP-ów europejskiej fotografii; nawiązaliśmy wówczas wiele kontaktów, które później zaowocowały publikacjami w „KF-ie”.

Pojechaliśmy do Szwajcarii w składzie: Jola Śliwczyńska, Janusz Nowacki, Eryk Zjeżdżałka i ja.

Pamiętam moment, kiedy w apartamencie Konopków (Jacqueline, odkąd pamiętam, zawsze była u boku Bogdana, nie pamiętam go bez niej) właśnie przyniesiono świeżo wydrukowane egzemplarze katalogu (portfolio) „Rekonesansu”. Zamarliśmy w oczekiwaniu, kiedy Bogdan rozpakowywał pierwszą paczkę, wręczając każdemu jeden egzemplarz. Kiedy wreszcie otworzył i zaczęliśmy oglądać kartkę po kartce , szczęki nam opadły. Druk był niewiarygodny! Poligraficzne kopie wyglądały jak oryginalne fotografie! Drukarnia dokonała cudu, zrobiła rzecz niemożliwą – metodą drukarską zreprodukowała fotografię 1:1. Bogdan był wzruszony, bo nigdy wcześniej nie widział tak dobrze wydrukowanych swoich fotografii: – Wiem, że to nie jest jakaś drukarnia specjalizująca się w druku artystycznym, lecz drukarnia techniczna, która za punkt honoru postawiła sobie wierną reprodukcję moich fotografii, co jest potwornie trudne, bo technika offsetowa nie ma możliwości przeniesienia na papier obrazu o tak dużej rozpiętości tonalnej jak np. tradycyjny, srebrowy papier fotograficzny, którego ja używam.

Sztuka ta udała się jednak drukarni l’Entreprise d’arts graphiques Jean Genoud SA z Le Mont-sur-Lousanne, portfolio jest po prostu piękne.

Okładka „Rekonesansu”
Pierwsza kartka z dedykacją Bogdana Konopki
Spis wszystkich fotografii tworzących cykl „Rekonesans” – dwie fotki z naszego powiatu!
Września – druga „nasza” fotografia cyklu

W 2002 udało się cały „Rekonesans” pokazać wreszcie we Wrześni, w Muzeum Regionalnym, wcześniej wystawa jeździła po Europie i Polsce.

2002 – „Rekonesans” w Muzeum Regionalnym we Wrześni
Bogdan Konopka
Ireneusz Zjeżdżałka, Bogdan Konopka, Jacqueline Konopka
Bartosz Myszkiewicz, Bogdan Konopka, Roman Wróblewski, Jacqueline Konopka
Hanna Bachorz, dyrektor Muzeum Regionalnego i Ireneusz Zjeżdżałka

„De rerum natura” i Kolekcja Wrzesińska

W 2004, gdy nasza współpraca redakcyjna trwała w najlepsze, Bogdan zaproponował mi wydanie swojej książki autorskiej, co odebrałem jako swego rodzaju „dopust boży”, czyli zaszczyt. Wiedziałem jak dobrym jest fotografem i zarazem – jak trudnym dla… drukarni. Podjąłem wyzwanie. I książka wyszła. Była to też forma zapłaty dla niego, bo wcześniej dzięki niemu wydaliśmy książkę Evy Rubinstein. Konopka przyjaźnił się z Evą i zapewnił ją, że może nam zaufać, że druk będzie dobry. Ona miała wcześniej złe doświadczenia z drukiem jej fotografii w Polsce. Napisał też piękny wstęp do książki Evy Rubinstein, przyjechał do Polski na promocję książki, towarzyszył autorce podczas spotkań autorskich. Tu trzeba też oddać hołd ś.p. Erykowi Zjeżdżałce, który bardzo się postarał, doglądając w drukarni Kropki druku każdej kartki do obu książek. Wyszło bardzo dobrze. 

„De rerum natura” ze wstępem prof. Krzysztofa Rutkowskiego jest zbiorem kilkudziesięciu fotografii z kilkunastu cykli, czasem z różnych stylistycznych „parafii”. Wybór fotografii, jak i ich układ w książce jest dziełem Bogdana Konopki, to książka prawdziwie autorska, ani ja ani Eryk nie ingerowaliśmy w jej zawartość. Bardzo lubię zwłaszcza fotografie natury, jakie mamy w tej książce.

Kiedy w 2009 narodził się pomysł Kolekcji Wrzesińskiej, Bogdan był naturalnym pierwszym artystą, który mógłby zacząć ją tworzyć. Był we Wrześni dwa razy – wiosną i jesienią, a prezentacja fotografii i książki zatytułowanej „Subiektyw” odbyła się w czerwcu następnego roku. Zaraz po wernisażu pojechaliśmy z burmistrzem Tomaszem Kałużnym do Łodzi na Fotofestiwal, gdzie w trójkę opowiadaliśmy o samej idei Kolekcji, a także prezentowaliśmy fotografie Bogdana.

Subiektyw – ul. Kościuszki
Subiektyw – Stokbet
Subiektyw – Urząd Stanu Cywilnego
Subiektyw – Gescrap

Po Kolekcji 

Później nasze kontakty trwały nadal, Bogdan cały czas pisał do „KF-u”, odwiedzał nas we Wrześni, my ich w Paryżu. Zostawiali nam klucze u swojej przyjaciółki Solange z „Le Monde Doplomatique”, która jak się okazało była wielką fanką naszego pisma i książek fotograficznych jakie wydawaliśmy. Kiedy w Pekinie powstawała nowa Opera Narodowa, Bogdan Konopka otrzymał z francuskiego Ministerstwa Kultury zlecenie na stworzenie artystycznej dokumentacji fotograficznej powstającego budynku, ponieważ jego projektantem był Francuz. Bogdan odwiedzał wówczas Chiny dość regularnie, zdaje się, że co dwa, albo trzy miesiące. Mial też czas, żeby razem ze swoim chińskim „aniołem stróżem” jeździć po chińskiej prowincji. Plonem tych peregrynacji były dwie publikacje „Beijing Opera”, który my drukowaliśmy oraz „China en gris” („Szare Chiny”, co było oczywistym nawiązaniem do „Szarego Paryża”, którym zasłynął Konopka po osiedleniu się we Francji).

Notre Dame, 2018

Później, kiedy zaprzestaliśmy wydawania „Kwartalnika Fotografia” widywaliśmy się mniej, ale zawsze mogłem liczyć na pomoc Bogdana, jeśli jej potrzebowałem. Pisał wstępy do katalogów i moich książek (np. „Cisza”), promował je w kraju i zagranicą. Naszym ostatnim fotograficznym spotkaniem był kwiecień 2019, kiedy płonęła Notre Dame. Zapytałem go o to, jak on tam na miejscu przeżywa tragiczne wydarzenia, a on odpisał:

– Tak się złożyło, że niemal równo rok temu biegałem z moją kamerą po krużgankach, zakamarkach i strychach niedostępnych dla publiczności i czułem się niczym Quasimodo. Zrobiłem te zdjęcia za raczej marne grosze na zlecenie Konserwatora Zabytków; ale to była jedyna możliwość by tam w ogóle wejść z aparatem. W sumie zrobiłem to dla siebie. Są to prawdopodobnie ostatnie profesjonalne fotografie tych wnętrz i dachu. (…) Pożar wybuchł wczoraj, kiedy wjeżdżaliśmy samochodem do Paryża, wracając ze Szwajcarii, ale dopiero w domu z okna zobaczyłem dziwne „chmury” na niebie. Zaraz potem dostałem kilka wiadomości z... Polski o tym, co się dzieje 3 km od mego domu. Pod każdym względem jest to dla mnie ogromny wstrząs emocjonalny, przez fotografię i cywilizacyjny, bo to przecież światowy symbol europejskich korzeni. Nie wiemy co się naprawdę stało, w zamach raczej nie wierzę, ale czasowa bliskość Wielkanocy dodaje dramaturgii całemu zdarzeniu. Tak się składa, że we francuskim Kościele wczoraj obchodzono tradycyjny „poniedziałek popielcowy”. Nie wiem czemu mają tak różną tradycję od tej polskiej (tłusty czwartek jest we wtorek), niemniej popiołu wystarczy na długo i dla wszystkich... 
Notre Dame, 2018

A w niedzielę, 19 maja 2019 przyszedł SMS od wspólnego przyjaciela, też fotografa Macieja Hermana:

– Waldek, Bogdan nie żyje. Zawał serca.

– Co?!

– Dzisiaj o 2 w nocy. W swojej ciemni. Niestety.

Thumb img035

Waldemar Śliwczyński

08:05 24-05-2019